Dopadło mnie zmęczenie. Z trudem zwlokłem się dziś rano z lóżka i najchętniej spędziłbym cały dzień całkiem bezczynnie na słodkim nic nierobieniu. Zmusiłem się w końcu żeby wstać obiecując sobie lekki dzień, np. w zoo.
Do tego malowniczo położonego parku dotarliśmy drogą wodną z Circular Quay. Wstaliśmy wcześnie, zjedliśmy śniadanie u Chińczyka by przed 8 podziwiać Sydney od strony zatoki i cieszyć się przy tym przyjemna morska bryzą.
Kiedy wybieraliśmy się na spotkanie z Taronga Zoological Park pogoda była wymarzona, ciepło, ale jeszcze nie gorąco. Słońce nie prażyło, bo od czasu do czasu chowało się za chmury. Na przystani F2 świeciły pustki, mieszkańcy Sydney odsypiali jeszcze zabawę sylwestrową. Trochę zamieszania było, gdy dotarliśmy do stacji docelowej, bylem przekonany, że wysiadając od razu wejdziemy na teren zoo. Okazało się, że po opuszczeniu promu są dwie możliwości dotarcia do wejścia głównego: autobusem lub kolejką linową. Zdecydowaliśmy się na tę drugą opcję a możliwość ujrzenia zoo z góry była pierwszą, niezapomnianą atrakcją naszej wycieczki. W miarę zwiedzania kolejnych mini parków tematycznych i wybiegów dla zwierząt pogoda stawała się coraz uciążliwsza. Po mimo kapelusza i kremu z filtrem opaliłem sobie twarz. Kangura, misia koala, dziobaka mam już zaliczone…

Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.