Kryzys dnia trzeciego

Dopadło mnie zmęczenie. Z trudem zwlokłem się dziś rano z lóżka i najchętniej spędziłbym cały dzień całkiem bezczynnie na słodkim nic nierobieniu. Zmusiłem się w końcu żeby wstać obiecując sobie lekki dzień, np. w zoo.
Do tego malowniczo położonego parku dotarliśmy drogą wodną z Circular Quay. Wstaliśmy wcześnie, zjedliśmy śniadanie u Chińczyka by przed 8 podziwiać Sydney od strony zatoki i cieszyć się przy tym przyjemna morska bryzą.

 

 

Kiedy wybieraliśmy się na spotkanie z Taronga Zoological Park pogoda była wymarzona, ciepło, ale jeszcze nie gorąco. Słońce nie prażyło, bo od czasu do czasu chowało się za chmury. Na przystani F2 świeciły pustki, mieszkańcy Sydney odsypiali jeszcze zabawę sylwestrową. Trochę zamieszania było, gdy dotarliśmy do stacji docelowej, bylem przekonany, że wysiadając od razu wejdziemy na teren zoo. Okazało się, że po opuszczeniu promu są dwie możliwości dotarcia do wejścia głównego: autobusem lub kolejką linową. Zdecydowaliśmy się na tę drugą opcję a możliwość ujrzenia zoo z góry była pierwszą, niezapomnianą atrakcją naszej wycieczki. W miarę zwiedzania kolejnych mini parków tematycznych i wybiegów dla zwierząt pogoda stawała się coraz uciążliwsza. Po mimo kapelusza i kremu z filtrem opaliłem sobie twarz. Kangura, misia koala, dziobaka mam już zaliczone…

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Australia, podróże i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz