Hyden Wave Rock

Razem z K. udało się nam zjechać w styczniu prawie cały kontynent od Cairns po Hobart zahaczając o Uluru w sercu australijskiego buszu. Niestety Zachodnie i Północne wybrzeże musieliśmy sobie wtedy odpuścić, bo zarówno Perth jak i Darwin były nam zupełnie nie po drodze. Perth jest specyficzne, bo z jednej strony leży nad Oceanem a nad i pod nim przez setki kilometrów ciągnie się jedynie niezamieszkałe pustkowie. Dziura z dala od cywilizacji. Atrakcją jest granitowy klif tzw. skalna fala znajdująca się ok. 350 km na wschód od Perth znany z reklam rowerów bmx czy Mercedes Benz. Nadano jej taką nazwę, ponieważ przypomina zastygłą w bezruchu, gigantyczną, załamującą się ponad 100 metrowa falę. Pasy kolorów na ścianie skały spowodowane przez deszcz spłukujący minerały stworzyły żółte, czerwone i szare pręgi.

Jaskrawość tych kolorów jest najbardziej widoczna w porannym słońcu. Widok przecudowny.

Jedyne za czym nie tęskniłem tego dnia w Australii to muchy. Tych tam jak zwykle nie brakowało. Muchy, no właśnie… Muchy to temat rzeka w Australii. Kraj, który zawładnął moim sercem, ale australijskie muchy to najbardziej dokuczliwa zmora, jaka może być – są ich setki tysięcy. Są wszędzie, nad jeziorem solnym, nawet gdy jedzie się 200, 300 km i wokół nie ma nic – muchy są zawsze, wszędzie i nieodłącznie, nieustannie włażą do oczu, do ucha, do ust, każdego otworu. To jest k..a dramat.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Australia, podróże i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz