Belgrad – Gdańsk – Toruń – Sopot

W Belgradzie głównie lalo, ale tak porządnie, rzęsiście, dosłownie ściana deszczu i potoki na chodniku. W lipcu czy sierpniu zwykle nie da się tam oddychać, przejście na drugą stronę ulicy w pełnym słońcu oznacza grube plamy potu na plecach i czole. Ten, kto mnie zna wie że przy takiej pogodzie staje się nieznośny i gburowaty, bo na raz otwierają mi się wszystkie pory – tym razem było znośnie a ja bylem mily jak puchatek. Nieplanowany wyjazd skończył się poznaniem sympatycznej pary Szwajcarów, co potem zaowocowało mile spędzonym wieczorem w hotelu Metropolu przy ogromnej ilości alkoholu. W swoich spostrzeżeniach dotyczących Szwajcarów i Szwajcarii okazałem się nie być odosobniony, zwłaszcza patrząc oczami Serba, który tak jak ja wyemigrował do kraju Helwetów by żyło mu się lepiej. Nacjonalizm i hipokryzja Szwajcarów kole w oczy i jako cudzoziemiec nie jestem w tych spostrzeżeniach osamotniony.
Z hotelu na lotnisko wiózł mnie pewien młody chłopak, bardzo sympatyczny i towarzyski, polubiłem go niemal od momentu, kiedy podszedł i przedstawił się jako mój kierowca. Okazał się bardzo rozmowny i ucięliśmy sobie ciekawą pogawędkę w drodze na lotnisko. Poniekąd przypominał mi mnie samego sprzed 15 lat, równie mocno chciał wyjechać na Zachód, bo dostrzegał że w około świat wygląda szaro ograniczenie i nie ma w nim dla niego perspektyw. Mogłem skonfrontować jego (moje) marzenia -plany sprzed lat, z tym co udało mi się dotychczas osiągnąć i poczułem się dumny i spełniony, bo udało mi się spełnić wiele z swych planów. W jego oczach bylem ogromnym szczęściarzem.

Mało ostatnio spędzam czasu z rodziną, dlatego umówiłem się z nimi na wspólny weekend nad morzem. Wcześniej jedno popołudnie i wieczór w Gdańsku spędziłem sam tzn. taki był plan a że natury oszukać się nie da, wiec delektowałem się urokiem jarmarków dominikańskich w miłym towarzystwie aż do samego rana. Z rodzicami spotkałem się nazajutrz Toruniu i byłoby bardzo milo gdyby matce nie włączył się dopierdalacz i usilnie próbowała popsuć mi humor wszystkimi swoimi pytaniami.

Lubię ludzi zdecydowanych, konkretnych, mających swoje zdanie. Lubię zarówno takich facetów i kobiety. Lubię, gdy nie tylko słuchają mnie, ale potrafią podjąć decyzję czasami także za mnie. Ale granica między tym moim lubieniem, a alergią na despotyzm jest bardzo subtelna i sam nie wiem gdzie dokładnie przebiega i jaka jest szeroka. Despotyzmu nie znoszę (chyba w łóżku). Kiedy wyczuwam despotyzm powstaje we mnie piorunująca mieszanka niechęci i agresji. Najpierw się jeżę a później w najlepszym przypadku prycham, a w najgorszym pryskam. Najczęściej jednak występuje też etap pośredni inteligentny emocjonalnie – przystępuję do kontrataku.
To chyba reakcja na despotyczne zapędy matki, która wykształciła w sobie konieczność kontrolowania wszystkich i wszystkiego, oceniania wszystkich i wszystkiego, doradzania wszystkim i na wszystkie tematy, a przede wszystkim kontrolowania czy jej pokontrolne zalecenia są realizowane zgodnie z jej wytycznymi. Przerabiałem więc latami:
gdzie idziesz? do kogo? po co? kto będzie? kiedy wrócisz? dlaczego tak późno? a w ogóle to po co?
Etap obecny drugi jest już mniej zabawny, bo musze udowadniać, że: nie jestem alkoholikiem, pracoholikiem, ćpunem, że nie jestem w żadnej sekcie…
Raz na jakiś czas udaje się jej przeprowadzić zmasowany, lawinowy nalot na tę moją twierdzę i wtedy znów muszę odbudowywać to, co niszczy.
Coraz częściej gdy słyszę pierwsze pomruki nadlatujących pocisków, ewakuuję się – wychodzę albo przestaje dzwonic. Czasem zdążę, czasem nie. Nic chyba tak bardzo nie wkurwia jak udowadnianie, że nie jest się wielbłądem. Ręce opadają. Mów co chcesz, ale udowodnij… bo nie będziesz miał spokoju.

Wieczorem miałem ich serdecznie dość, dlatego dość wcześnie wróciłem do pokoju, zajrzałem do lokalnego klubu sportowego, wyszukałem sobie interesującego przeciwnika i po krótkiej wymianie zdań wspólnie określiliśmy zakres ćwiczeń aerobowych koncentrując się głównie na moich ulubionych zajęciach na drążku. Napięcie zniknęło a ja zmęczony zasnąłem jak dziecko.
Toruń zwany pieszczotliwie przez lokalnych Torontem jest bardzo urokliwy, gdyby nie nieznośny żar lejący się z nieba pewnie chodzilibyśmy więcej. Wieczorem za to rodzice zabrali mnie do polskiej gospody na prawdziwie polskie jadło: grzybowa, krupnik, żurek, pierogi ruskie i z mięsem, schabowego, mizerie i kompot!

Ojciec wykosztował się na nowe auto, bogate wyposażenie dopełniło full wypas i stało się nowym oczkiem w głowie. No ale nie byłby sobą gdyby wydal kupę siana, ale przyoszczędził na porządnym TomTomie, bo tego GPSa co dostał w zestawie to przeklinałem siarczyście w drodze do Sopotu. Komunikaty „uwaga rondo, drugi wyjazd” albo ” skręć w lewo” na prostej drodze burzyły we mnie krew po tym, gdy wcześniej kilka razy wjechaliśmy w szczere pole albo inną czarną dupę.

W Sopocie spaliśmy w Sheratonie blisko molo – kochany syn załatwił hotel i dwa apartamenty z widokiem na morze, naturalnie w przeciwległych skrzydłach budynku i na różnych piętrach. Wjechaliśmy na podjazd, parking zajęty, parking podziemny zajęty, przed hotelem zero obsługi, ojciec chciał jechać gdzieś 3km dalej a potem drałować pieszo, ale powiedziałem nie, ni chuja, kazałem zatrzymać ojcu auto na wprost wejścia blokując przejazd innym. Obsługa szybko się znalazła, zaraz znalazło się też miejsce postojowe, zlecieli się wszyscy, żeby pomoc z bagażami. Cudnie. I byłoby bardziej cudnie, słodko pierdząco, luksusowo, na bogato jak na filmach z Hollywood gdyby matka nie instruowała obsługi, w której torbie są owoce, słoiki, kotlety i kartofle i kurwa bób, bo rodzinka później jechała dalej na tydzień do Jastarni czy inny Hel a tam na jedzeniu postanowili przyoszczędzić. Miało być wielkie Hollywood a była HollyŁódź czyli wiocha, ale co tam przynajmniej było wesoło.

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podroze i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Belgrad – Gdańsk – Toruń – Sopot

  1. ~whyme pisze:

    Widzę, że rodzinne wakacje również nie są w Twoim guście. Najbardziej podoba mi się mecz w lokalnym klubie w Toruniu. Tam nie grałem. Jeszcze 🙂

  2. ~saber pisze:

    nie trzeba jezdzic do Torunia zeby zagrac dobry mecz, choc to tylko 130km od Warszawy. Ale stolica moj drogi ma tyle do zaoferowania, nawet nie wiesz jakich utalentowanych rogrywajacych masz u siebie pod nosem. Po ostatnim pobycie jestem gleboko usatysfakcjonowany, ze az nie moge sie doczekac kiedy bede tam znowu…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s