Katamaranem na wyspy

Wczesnym rankiem odebrał nas kierowca, żeby odwieźć nas na przystań skąd mieliśmy popłynąć na Praslin i La Digue. Miałem okazje już wcześniej pływać katamaranem i dlatego bylem trochę rozczarowany, że ten nasz okazał się większą jednostką zabierającą naraz ponad 200 osób. Jakoś mi się ubzdurało, że będziemy tylko w kilka osób, na małym luksusowym jachcie a nie na olbrzymiej lodzi motorowej. Luksusów nie było, opalać się nie dało, skakać do wody na środku oceanu nie było nam dane, nie nurkowaliśmy w bajecznie kolorowych zatokach archipelagu, ale może następnym razem.

Port La Passe na La Dingue na jednej z najczystszych i najmniej przekształconych przez człowieka wysp archipelagu. Wyspa „strzeżona” przez rafy kolorowe utrudniające do niej dostęp z niesamowitymi granitowymi formacjami. Jedni turyści zwiedzali wyspę pieszo, inni na rowerach albo na wozach ciągniętych przez woły… Do oglądania były głównie plantacje orzechów kokosowych oraz kopry. Plaże Petite Anse, Grand Anse czy Anse Union obfotografowaliśmy do znudzenia by potem pływać w morzu.

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podroze, Seszele i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s