This is it

Przed 9. po raz ostatni pojawiliśmy się w North Campus, dotarliśmy na miejsce już z bagażami, bo wymeldowaliśmy się wcześniej z hotelu. Zaplanowane na 9.30 spotkanie z Carlsonem zaczęło się od wrzasków powitań i sztucznej egzaltacji, typowo amerykańskiego gadania o niczym, dzieciach, chujach mujach, dzikich wężach, anegdotach z dupy, po kwadransie miałem ochotę uderzyć pięścią w stół żeby laski się wreszcie zamknęły. Carlson jak zwykle obiecał cuda na patyku, krótkie terminy wdrożeń, najnowszą technologie i niezawodną jakość, wszystko okraszone oczojebnym amerykańskim uśmiechem równych zębów i śnieżnojebnobiałych licówek.

Po spotkaniu niespodziewanie zostałem wezwany na dywanik do naszego dyrektora, którego zabolało, że nie wracamy z Guat Hong od razu do domu tylko planujemy spędzić dzień w San Francisco. Tym razem jakoś się wykpiłem, ale wychodząc z jego gabinetu pokazałem mu w myślach środkowy palec. Kutafonowi przeszkadzało, że w piątek wychodzimy z biura o 13, ale nie raczył pamiętać już że nasze służbowe wyjazdy coraz częściej zahaczają o weekendy.
K. trzymała się dzielnie, nawet wtedy kiedy w salce konferencyjnej zostaliśmy już tylko we dwoje i na głos powiedziałem, że to chyba już koniec. Był Kodak, był Polaroid, była Nokia teraz eBay wydaje się przechodzić do historii…

Z San Jose do San Francisco mieliśmy podróżować w wielkim szyku, K. zamówiła nam limuzynę. Przed wyjściem z budynku Guat Hong wybuchła spazmatycznym płaczem, nie byłem wstanie powstrzymać wzruszenia ani łez. Moje pożegnanie z K. po prawie 7 latach współpracy odbyło się w bardzo milczącej atmosferze, żal i gorycz za bardzo cisnęły mi się do gardła a w oczach zbierały się łzy. Gdy wyruszyliśmy autem spod budynku przez kwadrans nie rozmawialiśmy ze sobą w ogóle pozwalając by emocje sam nam opadły. Pierwsza odezwała się Guat Hong: powiedz coś…

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podroze, praca i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s