Laba na przyhotelowym basenie

Jeżdżąc po Azji często korzystam ze spa i masaży, zwykle są to spa przyhotelowe, ale zdarza mi się umawiać na masaż indywidualnie i zapraszać do pokoju. Pruderyjny nie jestem, ale nie mam tu na myśli masaży z niespodzianka, w których specjalizuje się Tajlandia ani masaży z ekstra serwisem, o które nie trudno na Filipinach.
Umówiłem się na takowy w Cebu i okazało się, że był to najlepszy masaż, jaki kiedykolwiek miałem, chłopak wymiętolił mnie, wytargał, wypukał, wystukał, wytarmosił, porozciągał – wszystko na granicy bólu i przyjemności. Wieczorem czułem zakwasy na plecach i barkach i były to najprzyjemniejsze zakwasy, jakie kiedykolwiek odczuwałem.

Na Filipinach biały człowiek wywołuje respekt a Filipińczyk czy Filipinka w towarzystwie białego zniesmaczenie.
Robiąc zakupy w SM czułem jakby spotęgowane spojrzenia, w każdym sklepie uśmiechano się do mnie, sprzedawcy wstawali z krzeseł, gdy wchodziłem, stawali niemal na baczność a potem biegali koło mnie jakby od tego miało zależeć ich życie.

Wieczorem poszedłem na kolację z kolegą, który zdradził mi sekret, że prowadzając się ze mną w tym miejscu robi z siebie męską prostytutkę. Prawie każdy rzucał w jego stronę mniej lub bardziej pogardliwe spojrzenia a spotykani przypadkiem znajomi nie kryli lekkiego zażenowania widząc mnie u jego boku. Na szczęście on miał to gdzieś i na swój sposób kpił sobie z innych. Nawet w restauracji zapytano mnie, „co on zje?” nie zwracając się z tym pytaniem bezpośrednio do mojego gościa a gdy przyszło do płacenia, rachunek dostałem ja. Uśmiechnąłem się wtedy szeroko i wręczyłem go J. głośno oznajmiając, że to on płaci za mnie. Mina kelnera divy była bezcenna.

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podroze i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „Laba na przyhotelowym basenie

  1. ~sotion pisze:

    Filipiny, zastanawiam sie nad wakacjami tam…

  2. ~Saber pisze:

    Jedz jedz, tylko sam. Nie odpedzisz sie od zakochanych w Tobie malolstow…

  3. ~sotion pisze:

    🙂 pojade ale nie sam …

  4. ~Saber pisze:

    Pewnie tez i nie ze mna…?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s