W krainie limoncello

Od rodzinnego domu wciąż staram trzymać się z daleka, zwłaszcza od mamuśki, która jak mało kto potrafi popsuć mi nawet najlepszy humor. Rzadko dzwonię, nie zwierzam się, nie wpadam do Wrocławia niezapowiedziany, nie oferuję wspólnych wyjazdów na weekend, nie zapraszam na rodzinne niedzielne obiady.. Szlaban, bojkot i cisza w eterze. Niech duszą się we własnym sosie, nie mam ochoty na słowotok, przepychanki i ciągle pilnowanie się byle tylko jej nie podpaść żeby nie włączył się jej przypadkiem dopierdalacz.
W obawie przed powtórką z grudnia nie pojechałem do domu na święta, nie czułem się odpowiednio silny i wytrzymały na kłótnie, szopki i pseudo rodzinne wymiany uprzejmości. Skłamałem, że nie dostałem biletu i w ten sposób oszczędziłem sobie nerwów, włażenia buciorami w moje życie, dociekliwych pytań i oglądania niektórych pysków.
A żeby było miło i beztrosko poleciałem za M. na południe Włoch skąd samochodem pojechaliśmy na długi weekend do Positano.

M. odebrał mnie z Brindisi skąd wypożyczonym autem wyruszyliśmy w 350km wyprawę zatrzymując się po drodze w Salerno i Amalfi.
Słońce, lazurowe niebo, zapach dojrzewających cytryn, piękne widoki amalfitańskiego wybrzeża były atrakcyjną odmianą od uginającego się od kiełbas i makowca stołu, śmierdzącej starym jajem święconki, nudnego siedzenia przy stole, wpatrywania się bez sensu w telewizor i słuchania dobiegających z kuchni wrzasków i ciągłych ponagleń: „zjedz jeszcze, nałożę ci, no jedz, bo nic nie zjadłeś”.

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podroze i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s