Days go by

Cieszę oczy tropikami, pięknymi widokami zatok, kolorem morza, bujną roślinnością i białym piaskiem na plaży. Wakacje tutaj to rzeczywiście doświadczenie na miarę pobytu w ziemskim raju.

M. wstaje wcześniej ode mnie i idzie biegać, podczas gdy ja śpię nieprzerwanie do 9. Potem któryś z nas robi poranna kawę (mamy dyżury), idziemy na śniadanie do Corassol a potem na plażę. Mamy już swoje ulubione miejsce z dala od rodzin z bachorami oraz Rosjan, bo jedni i drudzy działają nam na nerwy: bachory drą się wchodząc do morza, drą się kiedy się w nim bawią i drą się kiedy każe im się wyjść z wody, Rosjanie za to zachowują się jakby byli jedynymi gośćmi hotelu. Zawarliśmy przymierze z pewną parą Włochów i razem blokujemy leżaki, żeby ani jedni ani drudzy przypadkiem się koło nas nie rozłożyli. Na plaży czas odmierzają kolejki zamawianych koktajli albo lokalnego piwa. Przed 18. gdy zapada zmrok wracamy do pokoju, pijemy wino na tarasie a potem leniwie udajemy się na kolacje. Czasami w międzyczasie M. zalicza siłownię a ja leniuchuję, bo jestem już wystarczająco piękny i cudowny. Ile razy staje rano przed lustrem zastanawiam się gdzie podziały się pozostałe 7 cudów świata…

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże, Seszele i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

1 Response to Days go by

  1. ~whyme's awatar ~whyme pisze:

    Boskości nie trzeba w żaden sposób poprawiać. Się jest. Albo się nie jest.

Dodaj komentarz