Scenka przy śniadaniu, idziemy z M. do Corassol gdzie serwują olbrzymi bufet. Siadamy przy dwuosobowym stoliku przy końcu sali zaraz obok trzyosobowej rodziny spożywającej swoje śniadanie. Ładny, zadbany mały chłopiec, ubrany w kolorowe letnie ciuszki, jego matka na oko 40 lat, zadbana figura, markowe letnie ubranie, delikatna biżuteria, pierwsza mówi nam dzień dobry i obdarowuje pięknym uśmiechem. Z jej twarzy znika on tak samo szybko i niespodziewanie jak się pojawił. Głowa rodziny to postawny barczysty i lekko przysadzisty pan, z bujną czupryną ciemnych włosów, mocną opalenizną, ubrany na sportowo w spodenkach z najnowszej kolekcji od Vilebrequin i kolorowe polo, na nadgarstku masywny zegarek. Sielski obrazek szczęśliwej rodziny w raju. Facet od co najmniej 15 minut wisi na telefonie podczas gdy reszta rodziny spożywa posiłek. Z telefonem przy uchu krąży między stolikami, drugą częścią sali a bufetem raz po raz odzywając się i komentując sprawy jakiegoś kontraktu. Przy ich stoliku panuje grobowa cisza, bo ojciec rozmawia przez telefon, ta sytuacja trwa przez cały czas, gdy razem z M. spożywamy nasze śniadanie.
Fajnie gdy ludzi stać na spędzanie rodzinnych wakacji w egzotycznych i pięknych miejscach, ale gdy widzę takich pracoholików nie potrafiących wyluzować na wakacjach tylko gadających non stop przez telefon robi mi się żal takich osób. Zero spontanu, radości czy oderwania się od codzienności. Zastanawiam się czy ten facet zauważył w ogóle, że jest na rajskich Seszelach, w pięknym miejscu, w super wygodnym hotelu i jest z nim rodzina.
About saberblog
Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera.
Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata.
Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba.
Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze?
Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier.
Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami.
Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę.
A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem.
I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii
podróże,
Seszele i oznaczony tagami
podróże,
Seszele. Dodaj zakładkę do
bezpośredniego odnośnika.