Praslin

Pół nocy nie spałem, koszmary miałem z szefem w roli głównej, facet mnie prześladuje i dręczy, to chyba ciąg dalszy wypalenia zawodowego. Rano nie zjadłem na śniadanie nic prócz suchej bulki, bo mieliśmy popłynąć promem na wyspę Praslin. No i żeby kołysało to mało powiedzieć, fale były kilkumetrowe, rzucało nami raz na prawo raz na lewo, w portki nie robiłem, ale momentami żołądek podchodził mi pod gardło. Pierwsi o papierowe torebki poprosili Azjaci, bo niektórzy siedzieli tyłem do kierunku jazdy, ale jak zobaczyłem starą brzydką Chinkę rzygająca chyba buraczkami zemdliło i mnie. M. chciał przynieść mi torebkę, ale biedaczysko nie zdążył, bo sam musiał skorzystać. Nic tak ludzi nie zbliża jak wspólne haftowanie, biedny M. oblał się cały zimnym potem, ale robił to w iście glamour sposób, do brzegu było jeszcze 25 km no i tak sobie płynęliśmy wypełniając torebki zawartością naszych żołądków i raz po raz wydając odgłosy spluwania i bekania. Ktoś patrząc na nas z boku mógłby pomyśleć, że nachlaliśmy się może czegoś wczoraj bo rzucało nami jak kotem po tyfusie.

Surviving a sea sick together wasn’t the stuff of great romance but it was a stuff of lasting love.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże, Seszele i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz