Kolejne dni

Nasz opiekun z CWT, na co dzień urzędująca w Singapurze, przyleciała tutaj do rodziny na święta. Od słowa do słowa zgodziła się spotkać ze mną na kawę w hotelu w Makati. Późnym popołudniem wsiadłem w hotelową taksówkę i pojechałem do ShangriLa. Hotel wyglądał imponująco zarówno na zewnątrz jak i w środku. Po środku foyer stało kilka gigantycznych choinek, wszystkie jednakowo obwieszone złoto-czerwonymi bombkami i kokardami. Wśród gości przeważali Amerykanie, jednakowo wszyscy nosili się elegancko, co trochę mnie odstraszało, bo nie wyobrażałbym tutaj siebie swobodnie spacerującego w klapkach i szortach. Nie chciałem się spóźnić, bo korki w Manili to standard, dlatego przyjechałem 20 minut przed czasem. J. już na mnie czekała. W przeciwieństwie do GH, którą kiedy poznałem wystraszyłem próbując ją pocałować w policzek, J była bardziej bezpośrednia, wyściskała mnie i wycałowała jakbyśmy byli najlepszymi przyjaciółmi. Szybko przełamaliśmy pierwsze lody a potem  rozsiedliśmy się w wygodnych fotelach na wprost sceny, gdzie specjalnie wynajęta przez hotel grupa muzyków przygrywała na skrzypcach świąteczne szlagiery.

Rozmawialiśmy o pracy, kontraktach, ale też o życiu w Manili i w Singapurze. Znaleźliśmy miedzy nami mnóstwo podobieństw, oboje przeprowadziliśmy się z biednego do bogatszego kraju, pozostawiliśmy nasze rodziny i przyjaciół i musieliśmy nauczyć się zasad panujących w nowym otoczeniu. Pod względem nakazów i zakazów Szwajcaria i Singapur idą łeb w łeb. Choć parę razy miałem ochotę wtajemniczyć J. w swój plan, powstrzymałem się jednak, nie chciałem psuć tak miłego spotkania.

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podroze i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s