Cebu

Nigdy bym nie pomyślał, że tak bardzo spodoba mi się na Filipinach. Długo przymierzałem się żeby tam w końcu polecieć a gdy wreszcie kupiłem bilet to stolicę nawiedził super tajfun „Haiyan, Qatar odwołał mi wtedy lot i tym samym z całego lotu były nici. Listopad to nie najlepszy miesiąc do odwiedzenia wysp, chociaż po 5 pobytach stwierdzam, że nie ma zasady. Ostatnio będąc w Manili w listopadzie opalałem się na przyhotelowym basenie a z nieba lał się przyjemny żar.

Po roku wróciłem do Cebu, znowu zamieszkałem w Radissonie, dostałem nawet ten sam pokój 1122. Miasto się nie zmieniło, wciąż było zakorkowane a na dodatek zamknięto częściowo most Mandaue, co spowodowało gigantyczne korki a trasa z lotniska do hotelu trwała grubo ponad godzinę. Najlepiej dolecieć tam przez Hongkong Cathay’em, można wyspać się w samolocie a na miejscu ląduje się przed południem.

Radisson obok Shangri-La jest najlepszym hotelem w mieście, gdyby tylko nie fatalne położenie przy porcie – wieczorem słyszałem przepływające tamtędy statki. Zaletą niewątpliwie jest sąsiedztwo SM Cebu z dziesiątkami sklepów, barów i wszelakich jadłodajni. Nie musiałem praktycznie w ogóle stołować się w hotelu i codziennie chodziłem do innej restauracji.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz