Kolumbijczycy są najszczęśliwszym narodem na świecie.
Gdzieś wyczytałem ze kolumbijskie społeczeństwo jest jednym z najbardziej skomplikowanych i sprzecznych społeczeństw na ziemi. Kolumbia jest z jednej strony krajem o najniższym odsetku samobójstw na świecie, a jednocześnie jest państwem o najwyższej liczbie morderstw. Kolumbijczycy żyją w kraju prawników, ale tolerują na każdym kroku nielegalność, czują się społeczeństwem szczęśliwym, podczas gdy codzienne wiadomości obfitują w łzy i tragedie. Kolumbia jest krajem machos, gdzie największymi macho są kobiety a nie mężczyźni. Kolumbijczycy „mówią więcej niż robią i dlatego sprzedaje się tutaj tyle kawy, a wzrost gospodarczy jest tak niski”.
Kolumbijczycy są bardzo bezpośredni, pięknie się uśmiechają, dodatkowego uroku dodaje im ich ciemna karnacja i kruczoczarne włosy. W połączeniu wszystkich tych 3 cech praktycznie każdy wydaje się być atrakcyjny, nie wspominając ich boskich ciał – wszyscy wydają się uczęszczać na siłownię i mieć posągowe ciała. Spacerując ulicami naturalnie utrzymywało mi się odpowiednio wysokie ciśnienie w spodniach a zakochiwałem się średnio, co 250 metrów. Wieczorem poszedłem do cevicherii z zapoznanym lokalnym kolorytem i nie mogłem opędzić się od jego przenikliwych spojrzeń, dotyku i …uścisku umięśnionych nóg – miałem wrażenie, że pod stołem oplata mnie wąż boa. W końcu przestałem z tym walczyć i zachowywać się jak cnotka, mam przecież wzmożoną tolerancję na męski dotyk i pozwoliłem na dobre naruszyć moją przestrzeń powietrzną.
