Z Rarotongi wylatywałem dopiero około północy przeto do końca wykorzystałem cudownie ciepły, słoneczny dzień, mocząc się w morzu albo spacerując wzdłuż długiej piaszczystej plaży. Gdy zrobiło się prawdziwie ciemno i z trudem dostrzegałem przedmioty z odległości na wyciągnięcie ręki wróciłem do pokoju. Mrukliwy kierowca odebrał mnie spod recepcji przed 22 i zawiózł na lotnisko po raz ostatni robiąc koło wokół całej wyspy. O tak późnej porze lotnisko było puste, prócz mojego lotu do Auckland zamknięte były wszystkie inne stanowiska odpraw biletowych. Pani, która nadawała mój bagaż leniwie naklejała wszystkie naklejki i bez oznak pośpiechu wpisywała dane do komputera. Tak jak ja wyglądała na senną. Marzyłem by znaleźć się już w samolocie i móc zasnąć. Samolot Virgin Australia już czekał, ale nim do niego wsiedliśmy przyszło mi zmierzyć się z coraz bardziej dającym się mi we znaki zmęczeniem. Zrezygnowałem z posiłku, wina i koniaku, nim samolot wystartował spałem już jak suseł.
Po przylocie do Auckland dobrze znaną mi już trasą przeszedłem przez kontrolę paszportową, odebrałem bagaż potem jeszcze tylko kontrola celna i mogłem wyjść z lotniska. Było 2 nad ranem, za 8 godzin miałem samolot na Fidżi, przeszedłem przez ulicę i wszedłem do Novotelu. Nad Auckland unosiła się gęsta mgła…
