Kilka dnia na Fidżi

Wakacje tutaj są dla Australijczyków czy Nowozelandczyków jak dla nas wakacje na Majorce czy w Tunezji: stosunkowo blisko, relatywnie tanie, z dobrą infrastrukturą i z gwarancją dobrej pogody. Miałem trochę pecha bo w dniu w któm przyleciałem było 35 stopni i wilgotność na poziomie 95%, tak że po przejściu z recepcji do pokoju byłem mokry jak szczur a w majtkach chlupotała mi galareta. Przez następne dni wciąż bylo bardzo ciepło, ale pojawiło się więcej chmur przez co słońca prawie w ogóle nie było widać. W tej części świata jest tak, że choć słońca nie widać to wciąż opala, wiem o tym, bo leżąc na basenie nie posmarowałem się kremem a i tak się opaliłem…

Każdy dzień wyglądał tutaj podobnie: spanie do oporu (w moim wydaniu była to maksymalnie godzina 7), leniwe, beztroskie śniadanie albo kawa w jednej z przyhotelowej restauracji, potem plaża bądź basen z kolorowym drinkiem w dłoni i notebookiem w uszach, codzienne happy hour w barze, wieczorne albo całonocne zajęcia wyrównawcze albo inne igrzyska dla dorosłych.

Na Fidżi organizują wycieczkę spływ rzeką Sigatoką, podczas której zatrzymujesz się w jednej z lokalnych wiosek by zobaczyć jak żyją jej mieszkańcy, jak pielęgnują swoje tradycje, spróbować cawy, można zobaczyć pokaz tańców plemiennych a nawet w nich uczestniczyć – wszystkie atrakcje specjalnie pod turystów i można zarzucić im kicz i komercje, ale i tak mi się podobało. Najszczersze okazały się dzieci chętnie i nieskrępowanie pozujące do zdjęć i szukające kontaktów z turystami.

W środę wyszło piękne słońce, leżałem z audibookiem pod palmą, w ręce trzymałem mocno zmrożoną margaritę i upawałem się każdą chwilą pobytu.

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podroze i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s