Kryzys mnie dopadł albo wrodzone lenistwo. 4 tygodnie intensywnego kursu językowego to jednak za dużo, w zupełności wystarczyłoby mi 3 – teraz to wiem. Monotonia dnia też daje mi się we znaki. Obudziłem się, wróciłem do domu i na kwadrans przed wyjściem zdecydowałem że pier…e nie idę. Zrobiłem sobie kawy, obejrzałem kolejny odcinek House of Cards i pojechałem do Heidelbergu. Konwersacje najlepiej ponoć ćwiczyć na mieście w codziennych sytuacjach więc szybko się przed sobą usprawiedliwiłem. Od dawna nie jest już tak że muszę…
Ten miesiąc poza domem miał swoje zalety i wady, w Bernie chyba bym oszalał, bo nie było tam pogody, M i znajomi codziennie pracowali a siedzenie w domu rzuciłoby mi się na głowę. Gdyby jeszcze chociaż można było pójść na rower, ale prawie naokrągło lało. Lato w mieście potrafi być dobijające.
Moje mieszkanie które początkowo tak bardzo mi sie podobało po kilku tygodniach zaczęło mnie przytłaczać, czuję się jakbym nie był u siebie, w dodatku ten zaduch, dziwny zapaszek unoszący się się w powietrzu, brak światła, balkonu i wilgoć. Wszystko wydaje mi się brudne, zgrzybiałe, mokre i nie moje.

Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.