Przekraczając dziś granicę z Panamą mój paszport wzbogacił się o kolejną egzotyczną pieczątkę a licznik wskazał 86 na liście krajów, które do tej pory odwiedziłem.
Kraj znany głównie za sprawą Kanału Panamskiego, trafiłem tutaj tylko dlatego, że przesiadałem się na samolot do Kolumbii. Copa jest całkiem dobrą i rzetelną linią lotniczą, dlatego postanowiłem dołączyć Panamę do listy krajów odwiedzanych podczas zwiedzania Ameryki. Moja koleżanka zaraz po uruchomieniu połączenia Lufthansy Frankfurt – Panama spędziła tutaj 2 tygodnie wakacji i była zadowolona, choć otwarcie twierdziła by nie oczekiwać fajerwerków.
Na zewnątrz jest ciepło i lepko. Od razu rzucili się na mnie rój kierowców taksówek oferujących transport do centrum. W długich spodniach i kurtce łatwo rzucałem się w oczy stanowiąc łatwy cel, stąd moja irytacja na niechcianą popularność.
Po liczbie wieżowców widać, ze Panama ma ambicje światowej metropolii, drapacze chmur tworzą skyline miasta, kiedyś tutaj znajdowało się największe w Ameryce Łacińskiej centrum finansowe, ale jego reputacja podupadła ze względu na podejrzenia prania brudnych pieniędzy z Kolumbii i innych krajów. Liberalne przepisy podatkowe czynią z Panamy raj podatkowy przyciągający bogatych ludzi z całego regionu osiedlających się tutaj ze względów ekonomicznych. Wśród turystów dominują zdecydowanie Amerykanie i Kolumbijczycy i Wenezuelczycy. Oceniają tylko zewnętrzną fizyczność lokalnego kolorytu człowiek ma ochotę od razu się zatracić.
