Cartagena może nie zachwycać przyjezdnych, za to starówka wprost oszałamia, swoją architekturą oraz bogatą historią – jedno z najokazalszych miast kolonialnych na kontynencie południowoamerykańskim. Wewnątrz murów miejskich można spotkać miejscowych, którzy zarabiają na turystach: sprzedawców, artystów, restauratorów.
Poza starówką niestety brud a z budynków sypie się tynk. Wewnątrz okazałych domów gruzowisko i śmietnik. Niektóre budynki wykupywane są przez bogatych obcokrajowców, którzy pompują w nie swoje pieniądze i przywracają dawny blask tym architektonicznym perełkom. Zgubienie się w uliczkach i błądzenie po nich bez celu jest fajne, gdyby tylko nie żar lejący się z nieba, człowiek w ciągu kilku minut zaczyna się pocić tak intensywnie jakby dopiero co wyszedł spod prysznica. Uliczni naganiacze próbują sprzedawać wodę na każdym kroku, odpędzam ich ale po pół godziny wspinaczki i zwiedzania fortu San Felipe de Barajas kapituluję. Trochę żałuję, że nie przyjechałem tu wcześniej kiedy powietrze było chłodniejsze, jest dopiero po 10. a ukrop leje się z nieba.
A noc spędziłem z prawdziwą petardą.

Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.