Dziś lecę do Rio

Do Rio leciałem Latamem przez Sao Paulo. Na lotnisku pojawiłem się ponad dwie godziny przed czasem nosząc się z planem miło sobie spędzić czas oczekiwania na wylot w tutejszym loungu. Znowu byłem jakiś otumaniony, bo na lotach krajowych loungu nie mają więc z braku laku zostałem w wielkim pomieszczeniu z całą watahą rozwrzeszczanych brazylijskich bachorów i ich wyluzowanych rodziców stołujących się  wraz ze mną w sushi barze. Komunikaty na lotnisku wygłaszano wyłącznie po portugalsku więc na powrót musiałem być czujny, żeby nie przegapić swojego odlotu. Na całe szczęście znalazł się jeden mocno przypakowany łysy ABS za to poliglota, który ewidentnie szukał ze mną kontaktu, bo co wzmianka o naszym odlocie zaraz tłumaczył mi wszystko na angielski. Spotkaliśmy się potem jeszcze w przejściu w samolocie, życzył mi miłego lotu, ale niestety do Rio ze mną nie doleciał. W zastępstwie jego leciałem z całą południowoafrykańską reprezentacją rugbistów. Dostałem miejsce w środku między takimi dwoma po dwa metry, z dłońmi wielkości mojej twarzy i ciałami Herkulesa ociekającymi stuprocentowym testosteronem. Chłopcom dopisywał humor, przepychali się, targali, pokazywali sobie komórki i ile razy się między sobą poklepywali drżałem że jak mnie nawet tylko lekko trafią łokciem to mur-beton od razu zabiją.
Rio jest kultowe!

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podroze i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s