Sentymentalne San Francisco

Spotkałem się z K., która specjalnie dla mnie przyjechała z San Jose, stojąc na autostradzie w dwugodzinnym korku. W ramach wdzięczności zabrałem ją do Mint. Z K. sprawa nie jest prosta: ogólnie nie lubi chodzić do restauracji, nie je owoców morza, ryb, niczego orientalnego, surowego, pikantnego ani zbyt oryginalnego, najbardziej lubi makaron, kurczaka albo steki. Poza tym nie pije alkoholu a z powodu cukrzycy nie może jeść też deserów. Dobrze pamiętam jak po raz pierwszy zaprosiłem ją kiedyś do restauracji gdzie pracuje M., który specjalnie na tą okazję przygotował dla nas antipasto Azzurro oraz niesamowite danie z homara a ta niczego nawet nie tknęła.

Zabrałem M. na spacer w kierunku SoMa wzdłuż Folsom Street i z zachwytem dostrzegłem, że jakby ubyło tam bezdomnych. Czytałem ostatnio, że to za sprawą startupów, które na nowo upodobały sobie San Francisco na siedziby swych firm, przez co ceny wynajmu poszły rekordowo w górę, przy okazji powstały liczne nowe condominia, ludzie są eksmitowani bo nie stać ich na nowe czynsze, bo 3500 dolarów za wynajem studia to nowe minimum. Pieszo dotarliśmy do „Inn on Folsom”, gdzie kiedyś mieszkałem, dziwne uczucie zobaczyć, że to miejsce nadal istnieje, i że z klubu na dole po mimo upływu lat wciąż dudni głośno muzyka nie dając wyspać się hotelowym gościom.
Pokazałem mu „Brainwash” gdzie przy okazji robienia prania można do późna przesiadywać z nieznajomymi konsumując przy tym hektolitry piwa albo kawy. Wróciła masa wspomnień…

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podroze, praca i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s