Balety w Dubaju

Do hotelu wróciłem przed nimi, chciałem ogarnąć się przed kolacją i zrealizować się cieleśnie co mi się udało choć bez większych fajerwerków. Podczas wspólnej pierwszej kolacji w Souk Al Bahar humory średnio nam dopisywały. Jedna miała ewidentnego focha z kategorii niech mnie ktoś porządnie wyszturcha, druga była dziwnie skwaszona – pod znakiem zapytania stanęło nasze wyjście do klubu Barasti, ale chyba niepotrzebnie się o to martwiłem. Po złowieszczo zapowiadającej się kolacji w libańskiej knajpie z kiepskim jedzeniem, podczas której sam mało nie załapałem doła, dziewczyny niespodziewanie zniknęły na godzinkę u fryzjera, podczas gdy ja miałem wykorzystać ten czas na krótką drzemkę. Po dwudziestej drugiej spotkaliśmy się w pokoju K. na szklaneczkę czegoś wprawiającego w szampański humor. Pół godziny jazdy taksówką i byliśmy na miejscu. Barasti to tutaj niemal instytucja oferujące idealne połączenie wspaniałej muzyki najlepszych DJ-ów na świecie i boskich koktajli na przeciwko wspaniałej scenerii Dubai Marina.
Dubaj ewidentnie podrożał od ostatniej wizyty, nigdy nie należał do najtańszych miejsc ale teraz ceny alkoholu wydawały mi się przesadne: corona i naparstek tequili 100pln. I to było jeszcze tanio, bo w Jumeirah liczyli sobie 200 za byle koktajl. Rozbiliśmy się na dole przy plaży, bo na górze nie dało się na dłuższą metę ignorować wrzasko-śpiewu jednego zawodnika, któremu wydawało się że ma talent…

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz