Wciąż nie mam dość

Podczas tej naszej kilkugodzinnej wycieczki przyjemnie było znowu móc obserwować jak miasto zmienia się po zmroku, zapalić sziszę, wypić parę pysznych koktajli i przetańczyć całą noc w przeróżnych barach i klubach. K. uskuteczniała zawieranie nowych znajomości i trzeba jej przyznać miała do tego talent, raz po raz zerkaliśmy z V. w jej stronę upewnić się, że nie ładuje się w jakieś kłopoty a ja całkiem szczerze zazdrościłem jej niektórych smacznych kąsków z którymi jawnie flirtowała. Oboje z V. zdawaliśmy sobie sprawę, że K. walczy ze sobą by nie zadzwonić do swojego pilota, który kilka lat temu złamał jej serce a wcześniej przez kilka nocy nieźle druzgocząc jej miedniczkę. Około 2 nad ranem całą trójką przenieśliśmy się do Bottom Rock gdzie razem z V. od razu poczuliśmy klimat tego miejsca i zamiast do baru ruszyliśmy na parkiet by o 4 nad ranem na rzęsach wrócić do hotelu zahaczając po drodze o budkę z kebabem, który nota bene uratował nam życie bo rano nikt z nas nie miał śladu kaca. Spotkaliśmy masę przybyszów z Zachodu którzy nie zamierzali rezygnować z zasady „pracuj ciężko, baw się ostro”, wyznawanej przez wielu zagranicznych pracowników w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Podoba mi się w Dubaju. Jest tu ekscytująco, kosmopolitycznie i ultranowocześnie, miasto oferuje ciekawe nocne życie, rozbudowaną infrastrukturę, bezkres możliwości zakupów i prawdziwie magiczne chwile w najbardziej luksusowych hotelach na świata, chyba wszystko jest tutaj naj, ale mieszkać tutaj bym nie chciał. Urok Orientu, meczety ze złotymi kopułami, stare domy, przepych, kilkuset letni fort, targ przypraw i złota, zapach kardamonu i mocnej kawy w zaułkach starej dzielnicy, romantyczna miłość pod palmami, kruczoczarny, muskularny szejk, ferrari, sok z mango, humus, bezmiar arabskiego jedzenia, wiecznie blekitne niebo, muzyka i wiecznie błękitne niebo – nie, kultura arabska do mnie jednak nie przemawia i wolę naszą rozpustną hedonistyczną Europę i włoską pizzę. 

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz