Święta w niebie

Z H15 pozwolili mi wymeldować się trochę później niż zwykle przez co nie musiałem ślęczeć bezczynnie na Okęciu. W dniu wigilii lotnisko wyglądało na opustoszałe, ostatni samolot wylatywał do Kataru po czym cała obsługa mogła wrócić do domu. Wśród odlatujących ze mną turystów przeważali głośni Rosjanie i galaretowaci Arabowie, w loungu siedziałem praktycznie sam i z nudów liczyłem tylko kwadranse do odlotu.
Po 16 terminal odlotów zupełnie opustoszał, nie było kolejek do bramek bezpieczeństwa ani kontroli paszportowej, codzienny hałas, ruch i wrzawa zamarły i tylko w niektórych sklepach wolnocłowych paliło się światło, kręciły się jeszcze jakieś niedobitki robiące ostatnie zakupy przez wylotem z Polski. Pogodzony z tak niecodziennym jak na lotnisko widokiem zakładałem, że i samolot będzie pusty i wtedy przyszło zaskoczenie, bo prawie wszystkie miejsca były zajęte i tylko kolorowe dekoracje z bombek i choinek świadczyły, że dziś są święta. Choć nie spędzałem tego dnia z rodziną, wcale nie było mi smutno, niechęć do spędów rodzinnych oraz wpychania w siebie tradycyjnych potraw czyli niejadalnych okazała się być silniejsza od chęci przestrzegania tradycji.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz