Dojechaliśmy do Syracuz – jednego z najważniejszych miast na wyspie – i pierwsze po znalezieniu wolnego miejsca parkingowego było udanie się do baru gdzie rzuciliśmy sie na arancine, focaccie i lody. Kilka osób przed wyjazdem ostrzegało mnie, że istnieje duże ryzyko że, z Sycylii wrócę okrąglejszy niż piłka plażowa, bo jedzenie na Sycylii smakuje lepiej, pachnie intensywniej i cieszy oko kolorami jak nigdzie indziej. Ile razy chodziliśmy potem coś jeść ostrzeżenie same pojawiało się w mojej głowie, bo ani ja ani M. nie mieliśmy ochoty toczyć się do ślubu obszerniejsi. Cały dzień pięknie świeciło słońce, było ciepło ale nie upalnie, w cieniu panował przyjemny chłód więc ochoczo zwiedzałem kolejne miejsca, które chciał pokazać mi M. : amfiteatr grecki, barwne ogrody, kamieniołomy i Ucho Dionizosa.
Syrakuzy pełne są zdumiewających śladów swojej długiej historii. Antyczna przeszłość i nowoczesna teraźniejszość splatają się tutaj tworząc kompozycję stylów charakterystyczną dla całej Sycylii. Jednym słowem raj dla miłośników zwiedzania.
Wyspa Ortigia podobnie jak w większej części Sycylii jest pełna zaniedbanych i opuszczonych kamienic i ciemnych uliczek. Ale jednocześnie znajduje się tutaj piękny deptak pełen ekskluzywnych butików, ładny katedralny plac, dziesiątki barów, urokliwych zaułków, no i przede wszystkim – otoczona jest morzem.
Codziennie ulegałem tylko jednej pokusie: lodów, sorbetów i granite.

Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.