Campionato mondiale della pizza 2017

Był to pierwszy raz kiedy w związku z jego pracą, robiliśmy coś naprawdę wspólnie i muszę przyznać, bardzo mi się to doświadczenie podobało. Ostatni raz w gastronomii pracowałem chyba na studiach w Stanach i wspominam ten okres z sentymentem. Praca fizyczna czasem bardzo uszlachetnia. Pamiętam tylko, jak buntowało się moje ego, gdy zakładałem białą koszulkę z napisem pomocnik pizzaiolo… Z drugiej strony przecież tylko do tego, ograniczała się tutaj moja rola, przede wszystkim chodziło by pomóc M, dopingować go i o ogólną dobrą zabawę. Dumę pokornie schowałem więc do kieszeni.

Konkurencja była spora, prawie 1000 uczestników w samej tylko kategorii pizza classica. Wśród pozostałych kategorii można było wziąć udział jeszcze w stile libero, pizza senza glutine, in teglia, napoletana, in pala, pizza piu larga, a due i pare innych.

Przez cały dzień otoczeni byliśmy włoskimi smakołykami oraz tłumem ludzi przygotowujących swoje konkursowe dzieła, rozkładających na specjalnie ustawionych, długich stołach swoje produkty albo wcześniej przygotowane specjały, w wolnych chwilach podglądających pokazy innych mistrzów – pierwszy raz widziałem z bliska targi tej branży i naprawdę wszystko robiło niesamowite wrażenie.

M. przydzielony został numer 744 i tak naprawdę swój pokaz zaczynał dopiero za dwie 3 h. Jak zwykle był bardzo dobrze zorganizowany, przygotował wszystkie składniki już w domu a ja miałem za zadanie pilnować jak oka w głowie naszej przenośnej lodówki.

Z zaciekawieniem przyglądałem się naszej konkurencji i muszę przyznać, że niektóre pizzę wyglądały naprawdę apetycznie, czasem denerwowała tylko cała forma prezentacji i nienaturalny przesyt. Niektórzy, moim zdaniem, przesadzili z formą nad treścią. Wypieczone pizze otoczone były np. całą kupą owoców, sushi, mięsa albo warzyw. Inni stawiali na bardzo oryginalne formy prezentacji typu pizza podawana na taczce, otoczona szyszkami i gałęziami albo szopka bożonarodzeniowa z figurkami. Nie wiem tylko czy jezusek był na pewno jadalny.

Gdy wreszcie wywoływano nasz numer sprawy potoczyły się bardzo szybko. M. zaczął przygotowywać swoją pizzę i tłumaczyć pierwszemu sędziemu z jakich składników się składa, jakich użył produktów do zrobienia ciasta a ja na ten czas dostałem bojowe zadanie, by upewnić się, że jego kieliszek wina nie jest pusty. Gdy pizza była gotowa i wyciągnięta z pieca podeszliśmy do następnej grupy sędziów zaprezentować im nasze małe dzieło. Pamiętam tylko, że widziałem swoją twarz w olbrzymim telebimie jakby z profilu i próbowałem ustalić jak mam się odpowiednio ustawić i gdzie patrzeć, żeby dobrze wypaść w telewizji i na zdjęciach.

Potem musieliśmy podejść do kolejnego stolika i pozwolić ostatniej czwórce sędziów na degustację a ja w tym czasie miałem polewać im do pełna. Niby taka prosta rzecz, ale oczywiście zacząłem od pana sędziego zamiast od jedynej kobiety w tym gronie za co M. zrugał mnie spojrzeniem.

Ostatecznie zdobyliśmy 740 punktów i uplasowaliśmy się w pierwszej światowej 30. a w Szwajcarii w pierwszej trójce!

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz