Na plaży słońce praży, tu bladość ciał zanika…

Po śniadaniu pojechaliśmy na plażę. Chłopaki z Prohibition polecili nam Togo Bay w Torre Lopillo. Gdy wreszcie znaleźliśmy to miejsce, okazało się że leżaki i owszem są, za to parasola nie uraczysz. Na zewnątrz prawie 40 stopni, żar leje się z nieba – nawet z kremem 50. nie zdecydowałbym się leżeć na takiej patelni. Poszliśmy więc obok i ostatecznie trafiliśmy wcale nienajgorzej. Było jeszcze przed południem a już zrobiło się potwornie gorąco, straciłem ochotę wystawiać się na słońce w tym skwarze, odechciało mi się opalania dlatego rozłożyłem sobie leżak w cieniu ogromnego parasola. Nie nałożyłem żadnego kremu, bo przecież leżałem centralnie w cieniu i byłem głupi… Wieczorem odkryłem, że mam poparzony prawie caluśki brzuch i kawałek ramienia. Nie wiem jak to zrobiłem, ale wiedziałem, że przez następne kilkanaście dni czeka mnie droga przez mękę. Na nic zdały się wszelkiego rodzaju mleczka, balsamy i kremy – tydzień później łuszczyłem się jak wąż a na dodatek wyskoczyło mi jakieś uczulenie, krosty na brzuchu i wyglądałem mało apetycznie, by nie powiedzieć, że ohydnie i odstraszająco.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz