Vientiane – Luang Prabang

W Luang Prabang powiedziano mi, że będzie chłodniej, bo niby z dala od morza, w górach itp. Nie żebym nie spodziewał się wysokich temperatur w Laosie, ale to co mnie zastało lekko mnie przerosło. W dodatku w samochodzie nie działała sprawnie klimatyzacja wiec podróżowanie autem było raczej udręką. W restauracji Tamarind gdzie zatrzymałem się na lunch posadzili mnie przy stoliku na tarasie, całkiem zgrabnym tudzież ładniutkim tyle że w pełnym słońcu żebym się prażył jak orzeszek, a jak przynieśli mi gorący talerz zupy bambusowej to choć smacznie wyglądała, na jej widok mnie odrzuciło. To jakby grochówkę wcinać na plaży w Ustce w 40 stopniowym upale. Czułem jak
kropelki potu zalewają mi cztery litery. Za to kiełbaska Luang Prabang, jeow bong, khai pene i kurczak w trawie cytrynowej po prostu palce lizać!
Przy okazji wylałem w siebie całą butlę Beerlao i podirytowanie samo minęło, przeszedłem w stan błogiego zadowolenia. A gdy na koniec wylądował przede mną okazały talerz egzotycznych owoców i laotańska kawa odechciało mi się dalszego zwiedzania choć dopiero co tutaj przyjechałem.

Górując nad centrum miasta, wzgórze Phousi wyróżnia się charakterystyczną sylwetką na tle panoramy Luang Prabang. wzniesienie jest popularne i znane jako miejsce, w którym można podziwiać wschody i zachody słońca nad rzeką Mekong. Ze szczytu roznosi się malowniczy widok na miasto i liczne świątynie. Nim się tam jednak dotrze trzeba pokonać najpierw 328 stopni schodów co jednak nikogo nie odstrasza. Jedyne co, to że przy wielkim upale na górę dociera się bardzo spoconym…

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podroze i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s