Do Hongkongu dolecieliśmy szybko i bez perypetii. No może prócz tego, że w samolocie podróżował ze mną znajomy steward, który traktował mnie jakbym był przezroczysty. Ponad dwugodzinną przerwę w podróży spędziłem w loungu wykorzystując ostatnie dni członkostwa w One World. W przyszłym roku będzie podłoga albo co najwyżej plastikowe krzesło w hali odlotów.
Z Hongkongu mieliśmy ponad godzinne opóźnienie, bez przerwy wierciłem się w fotelu licząc, że za chwilę wreszcie ogłoszą nasz odlot. Co kwadrans ogłaszać, ogłaszali ale co raz ro inny powód naszego opóźnienia i co raz bardziej wzmagało się we mnie poirytowanie. W Manili wylądowaliśmy grubo po 23, nim przeszedłem przez kontrolę paszportową i odebrałem bagaż wybiła północ. Dzikie tłumy Filipińczyków oczekujących przyjazdu swoich bliskich blokowały wyjście z lotniska. Kiedy wreszcie doczłapałam się do budki Grab taxi moim oczom okazał się widok bardzo długiej kolejki co oznaczało kolejną straconą godzinę. Machnąłem ręka na to, że przepłacę te kilka dolarów i wsiadłem do pierwszej lepszej wolnej taksówki, bo marzyłem tylko o tym jednym: żeby zmyć z siebie bród tej podróży i czym prędzej wbić się do łóżka.

Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.