Palau dzień 2

Z kilkuosobową grupą płetwonurków popłynęliśmy dziś w stronę północno zachodniego krańca Palau. 5 nurkowało a 4, w tym ja, tylko snorkelowało.

70 wysepek Rock Island jest największą atrakcją Palau. Te znajdujące się z południowej strony drobne wysepki, zwykle niezamieszkałe, wyglądają jak duża garść szmaragdów rozrzuconych po oceanie, lub zielone grzyby wystające kapeluszami ponad wodę.
Przy German Chanel zatrzymaliśmy się po raz pierwszy.
Sztucznie utworzony kanał jest  jedynym w okolicy miejscem gdzie woda z wewnętrznej laguny swobodnie przepływa do oceanu. Powoduje to silne prądy w okolicach ujścia jak i w samym kanale. Najlepszym miejscem nurkowym jest jego południowe ujście, oraz licznie występujące „clearing station – stacje czyszczenia” dla różnych gatunków ryb. Zobaczyć tu można przede wszystkim manty, rekiny i wiele ryb tropikalnych, w tym miejscu można obserwować prawie każdy możliwy do spotkania gatunek występujący na Palau jak choćby barakudy, snapery i karanksy.

Początkowo wydawało mi się strasznie nudne nurkowanie w samej masce dopóki nie pojawiły się kolorowe ławice ryb, kraby, gąbki, barakudy, żółwie, małe rekiny i płaszczka, która podpływały do nas kilkakrotnie, na wyciągnięcie ręki robiąc przy tym niesamowite piruety. Niesamowite doświadczenie!

W drugim punkcie opiłem się słonej wody i zaczęło mnie potem od tego mulić. W dodatku zacumowaliśmy w zatoce gdzie prąd był bardzo silny przez co chwilami myślałem, że za chwilę się uzewnętrznie.
Cieszę się, że tutaj przyjechałem, archipelag jest prawdziwym cudem natury…

Nie znam drugiego takiego miejsca na Ziemi. Nietknięte skarby natury, naturalne piękno, oddalenie od wszelkiej cywilizacji sprawiają wrażenie jakby dotarło się na koniec świata. Skały wulkaniczne i rafy koralowe i to niezliczona ilość Rock Islands. Przewodnik mówił, że terytoria te zostały uznane za nr 1 podwodnych cudów świata i chyba rzeczywiście tak jest. Samo środowisko morskie kryje ponoć 1400 gatunków ryb i ponad 700 gatunków koralowców. Nurkowanie tutaj to nie tylko rekiny, korale i meduzy. Dużą atrakcją są także wraki japońskich okrętów z czasów drugiej wojny światowej.

Jedynie czego zabrakło mi podczas pobytu to kąpieli w Jelly Fish Lake. To właśnie miejsce zapamiętałem z jakiegoś programu w telewizji. Obiecałem sobie wtedy, że kiedyś jak dorosnę chciałbym zobaczyć to miejsce na własne oczy. Niewątpliwie najsłynniejsze spośród słonych jezior, zamieszkiwane jest przez niezliczoną ilość meduz, które przez setki lat odosobnienia straciły zdolność parzenia. Miejsce to należy do jednego z najczęściej fotografowanych nurkowisk na Palau, niestety dwa lata temu z powodu ocieplenia klimatu meduzy wymarły i trzeba będzie trochę jeszcze poczekać nim się odrodzą. Musiałem obejść się ze smakiem i pogodzić z faktem, że spełnienie tego marzenia przyjdzie mi odłożyć w czasie.

***

Podczas pobytu w Cairns pojechaliśmy z K. zobaczyć Wielką Rafę Koralową. Nie nurkowaliśmy, ale dostaliśmy skafandry i maski z rurką do snorklowania. Tutaj było podobnie tyle że nie dostałem żadnego skafandra. Jak wróciłem do hotelu czułem jak lekko pieką mnie plecy, potem zaczęła boleć mnie głowa a o 18 dostałem gorączki że myślałem że mi łeb eksploduje. Na dodatek dostałem jakiś odparzeń i potówek na tyłku i udach prawdopodobnie od długiego przesiadywania w mokrych majtach. Wyglądam ohydnie jakbym dostał jakiejś pryszczycy…

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podroze i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s