knedliczki

Nie pamiętam ile dokładnie razy byłem w czeskiej Pradze, pięć, sześć, siedem razy, ale zawsze bardzo miło wspominałem te wizyty. M. nigdy tam nie był, ale miasto często przewijało się w naszych planach wyjazdowych, niestety Praga ciągle przegrywała jak nie z Rzymem to Edynburgiem, Londynem czy jakąś bardziej egzotyczną stolicą, a to bilety b przegrywała jak nie z Rzymem to Edynburgiem, Londynem czy jakąś bardziej egzotyczną stolicą, a to bilety były za drogie, a to w Radissonie nie było wolnych miejsc albo mieliśmy za mało czasu. Zawsze wydawało się nam, że jak już mamy tam polecieć to potrzebujemy minimum 4 dni żeby wszystko na spokojnie zobaczyć. Wreszcie długi weekend spadł nam jak z nieba, wszystko ułożyło się jak trzeba więc zdecydowaliśmy – lecimy do Czech.

Młodszy brat polecił nam nawet fajne miejsce, serwujące specjały kuchni czeskiej. W Fours Seasons nie spaliśmy, ale z drugiej strony czy my zawsze musimy spać w wypasionych miejscach? Chyba nie, staram się poukładać sobie w głowie na nowo wszystkie priorytety i uczę się rezygnować z niepotrzebnego zbytku. Jeździć nadal chcemy, bo lubimy a że nie zawsze będzie puch i piana musimy się z tym pogodzić.

Pogoda była byle jaka, ledwo 3 stopnie, ale przynajmniej nie padało, czasami zza chmur wyglądało słońce, ale powietrze wciąż wydawało się lodowato zimne więc chodziliśmy opatuleni jak przy syberyjskich mrozach.

Mieszkaliśmy blisko Vaclavskich Namesti skąd na Stare Miasto mieliśmy tylko spacerkiem. Praga poza sezonem turystycznym wygląda lepiej niż w jego szczycie, wszędzie mogliśmy wejść praktycznie bez kolejki, na Moście Karola nie było tłumów i swobodnie można było pstrykać zdjęcia, nawet kolorowych imigrantów nie było widać na ulicach. M. nie bardzo rozumiał te moje uwagi, bo nigdy nie był tutaj w sezonie, ale doceniał że nie musimy przedzierać się przez hordy tłumów, bo ani on ani ja nie mieliśmy na to ochoty.

Praga bardzo mu się podobała, nie zdawał sobie sprawy że to takie ładne miasto, po mimo niskich temperatur codziennie robiliśmy po kilka kilometrów a po powrocie do hotelu raczyliśmy się czerwonym winem, piwem albo szklaneczką whisky. Takie leniwe zwiedzanie miasta ma swój urok, wszystko mogliśmy obejrzeć w swoim tempie raz po raz zatrzymując się na kawę albo jakieś słodkości, nie musieliśmy pędzić na żadne miejsca zbiórki ani dopasowywać się do czyjego planu zwiedzania a na tym najbardziej nam zależało. Żałowaliśmy trochę, że nie dołączyli do nas moi rodzice, ani brat z żoną, ale z drugiej strony wciąż planujemy spotkać się całą szóstką w Wilnie.

Takie kilkudniowe weekendowe eskapady są mi potrzebne, dzięki nim nie wariuję w domu, szczególnie, że odkąd w Szwajcarii spadł śnieg praktycznie mam potrzeby wyściubić nosa poza ciepło domowych pieleszy. Rutyna dnia codziennego daje mi we znaki i czasami mam ochotę palnąć sobie w łeb i zakończyć te katusze. W domu sezon grzewczy zaczął się już na dobre, kaloryfery grzeją na maks a ja chodzę i się trzęsę jak galareta.
M. znowu wpadł w oko lokalnym prostytutkom. Ogólnie to ma on dziwny zwyczaj zatrzymywania się i zagadywania każdego kto go o to poprosi, bez względu czy jest to sprzedawca w sklepie, żebrak, prostytutka, narkoman czy bezdomne dziecko. Niby nie należy oceniać ludzi po wyglądzie, ale sam nigdy nie potrafię odróżnić kiedy ktoś rzeczywiście potrzebuje pomocy a kiedy chce mnie tylko naciągnąć albo wcisnąć mi coś czego nie potrzebuję.
Po centrum poruszaliśmy się głównie pieszo, trud który później rekompensowaliśmy sobie obfitą kolacją. Miałem włączony GPS w telefonie, a ponoć niezawodne google maps parokrotnie doprowadził nas do czarnej dupy zamiast np. do Złotej Uliczki na Hradczanach.

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podroze i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s