Życie w internecie

Mówi się: nie ma cię na Facebooku Instagramie nie istniejesz. Nie mam potrzeby pokazywania siebie i swojego życia, nie mam potrzeby paplać i paplać bez sensu i nałogowo czytać komentarze, liczyć lajki, bo o czym mam niby tak rozprawić? Żenuje mnie nieustanne porównywanie się z innymi użytkownikami portali społecznościowych. Nie jestem osobą publiczną ani osobowością telewizyjną, nie jestem artystą, przestało mnie kręcić fotostory o tym gdzie byłem, gdzie się zatrzymałem, co kupiłem, co jadłem i z kim. Bo po co?!
Niedługo ludzie zaczną wstawiać sobie kamery do toalety, byleby zaistnieć w świadomości innych. Niektórzy chyba cierpią na specyficzne uzależnienie, które może objawiać się uzależnieniem w mediach czy w ogóle tak jakby miał nie funkcjonować jakby nieżyć, przeraża ich bycie tak po prostu np. w domu, z książką bez ogłaszania tego wszem i wobec albo gdy nic się nie dzieje, brakuje im adrenaliny spowodowanej brakiem chyba samej tej adrenaliny. Są tylko wtedy kiedy coś się dzieje, podróżują, pracują, jedzą, ćwiczą, medytują, stoją w korku, gotują, szaleją na weekend, a teraz idą tam a teraz gdzie indziej, spotkają się z tym i tym, ubiorą to i owo i to może być naprawdę uzależniające. Takie osoby nie znają innego życia. Boją się bo życie niepubliczne nie jest dla nich atrakcyjne, maja poczucie, że nie żyją jeśli nie opowiedzą ze szczegółami co słychać u nich w chacie.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz