Odliczanie. Berno – dzień -83

Czas płynie nieubłaganie. Na zewnątrz zima, wróciła w pełnej krasie, śnieg leży i wcale jakby nie topniał. Jedyna radość z tego taka, że nie muszę wychodzić na ten ziąb, tylko mogę zaszyć się w domowym ciepełku. M. uparcie pomyka do pracy na rowerze, kiedyś śmialiśmy się ze Szwajcarów a teraz sam robi dokładnie to samo. Mam tylko nadzieję, że przy tym śniegu nie wyrżnie kiedyś na ulicy, bo będą z tego problemy. Kto przy zdrowych zmysłach w ogóle wsiada na rower w taką pogodę, ale cóż, mogę tylko sobie pogadać.

Żeby zapełnić sobie czymś wolne dni wymyśliłem, że polecę na dwa tygodnie do Polski, na święta polecę do Seulu zobaczyć kwitnące drzewa wiśni, w drodze powrotnej zahaczę o Astanę i Kazachstan a jak tylko M. wróci z Włoch zabiorę go do Gruzji i Armenii. Wszędzie cieplej i ciekawiej niż w nudnej Szwajcarii. Pomysłów miałem sporo, gdzie by tu się wyrwać na trochę, ale Malezja i Tajlandia jakoś mnie nie przekonywały. Może w lipcu tam polecę, podpisać listę obecności w ulubionych miejscach. M. się ze mnie śmieje, że nie potrafię usiedzieć w miejscu i ma rację. Pieprzę kasę i oszczędzanie, jak nie polecę tam teraz to pewnie nigdy tam już nie polecę.

M. leci do Włoch na prawie dwa tygodnie, beze mnie, bo co można robić na południu Włoch w środku zimy, pewnie tylko siedzieć i jeść.

Malkontent się ze mnie trochę zrobił. Niech ta zima się już skończy i wyjrzy słońce.

Nie potrzebuję żyć agresywnie, ciągłego napięcia towarzyszącemu potrzebie bycia zauważonym.
Starzenie się jest wstrząsające, obserwujesz siebie w lustrze i widzisz zmiany. Odczuwam swoisty rozdźwięk pomiędzy tym co czuje wewnątrz a tym ci się dzieje ze mną na zewnątrz. Jest mi trochę smutno z tego powodu, że fizyczność, ciało zaczynają przemijać, że za niedługo nie będę mógł pewnych rzeczy zrobić, że będę musiał poszukać nowych form sposobu realizowania się w seksie czy byciu romantycznym. Odkrywam siebie na nowo. Wiem, że nie ma od tego ucieczki i gdy nawet usłyszę, że jestem już stary albo za stary, to myślę sobie „idę przed tobą, a ty kroczysz za mną, moimi śladami i tu gdzie ja teraz jestem, będziesz tu” nie ma przed tym ucieczki. Nie czuję potrzeby prób zatrzymania czasu, bo nie chcę wyglądać karykaturalnie, jak odbity sztancą, nie przejmuje się presją otoczenia, bo bardziej boję się, że nie poznam się w lustrze.

Od takie moje odkrycie wieku dorastania albo starzenia się – jak kto woli.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz