Tbilisi

Do Tbilisi przylecieliśmy z dużym opóźnieniem, nasz kierowca czekał cierpliwie i jak tylko wyszliśmy z hali przylotów zawiózł nas do Radissona. M. nie wiedział, że w stolicy Gruzji byłem już kiedyś, a ja z perspektywy czasu zapomniałem nawet dlaczego tamten mój wyjazd owiany był wtedy tajemnicą.
Hotel niewiele się zmienił, dostaliśmy nawet ten sam pokój z widokiem na miasto i dziwaczny jeśli nie powiedzieć brzydki architektocznie hotel Millennium. Chłopak z obsługi, który przyniósł nam walizki uciekł w popłochu kiedy zobaczył, że mamy wspólny pokój i dzielimy wielkie małżeńskie łoże i nawet nie zdążyłem wręczyć mu napiwku..
Śniadanie zjedliśmy późno w hotelowej restauracji na pierwszym piętrze, nasz przewodnik miał przyjechać po nas dopiero w południe więc zdążyliśmy się przespać kilka godzin i coś zjeść przed wyjazdem na zwiedzanie miasta.

Pogoda była wymarzona na zwiedzanie, ani za zimno ani za gorąco, cały dzień świeciło słońce.
Przewodnikiem okazał się młody chłopak, chętnie doradził nam kilka miejsc gdzie wieczorem moglibyśmy pojąć na kolację i nie wydać fortuny.

M. jest zachwycony Tbilisi i jego architekturą. Stolica Gruzji ma coś z dawnego Berlina sprzed lat, zaraz po tym jak nastąpiło zjednoczenie Niemiec. Obojgu podoba nam się tutaj jak w Valparaiso, to miasto ma duszę.

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podroze i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s