Dwa tygodnie pod znakiem nauki

Za 3 tygodnie lecimy na Filipiny, no ale właśnie to dopiero za 21 dni. Żeby nie marnować czasu na niepotrzebne przesiadywanie w domu, oglądanie telewizji, spanie do późna albo łażenie po wrocławskich barach M. wydelegował mnie na 2 tygodnie do Pizy uczyć się włoskiego. Odkąd nie mieszkamy razem podobno mój włoski podupadł, mówię jak potłuczony, zapominam odmiany czasowników albo tworzę nieistniejące wyrazy. 2 tygodnie w słonecznej Toskanii mają pomóc mi wrócić na właściwy tor, oderwać od szarej rzeczywistości i rozruszać szare komórki w końcu od ponad 3 miesięcy lekko się rozleniwiłem.

Swój kurs wykupiłem z samej szkoły co kurs w Bolonii, podobnie postanowiłem zamieszkać z jakąś włoską rodziną by codziennie być bombardowanym włoskim dolcevita. M. namawiał mnie na Neapol, ale Toskania wydawała mi się ciekawsza. Nawet bilet na samolot do Pizy udało mi się zakupić w promocyjnej cenie.

Rozczarowanie przyszło dzień przed wylotem, wczoraj rano odprawiłem się na lot z Wrocławia przez Monachium do Pizy a po pół godziny dostałem SMS, że mój lot z Monachium do Pizy został odwołany i że w związku z tym spędzę na lotnisku w Niemczech 10 godzin czekając na połączenie. Nie cierpię takich sytuacji, obdzwoniła Lufthanse w Warszawie i Niemczech próbując przebukować się na dogodniejsze połączenie. Niestety bez skutku, więc od 7.30 kwitnę w senator loungu na lotnisku w Monachium i odliczam czas do 18.10. Do miasta jechać mi się nie chce, bo stolicy Bawarii byłem niezliczoną ilość razy, poza tym wieje i jest brzydko.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

1 Response to Dwa tygodnie pod znakiem nauki

  1. Pingback: Dwa tygodnie pod znakiem nauki | saberblog

Dodaj komentarz