Piza – dzień 13

Pobyt w Pizie będzie kojarzył mi się z zimnymi rękami, marznięciem i leżeniem pod grubą kołdrą w ciągu dnia. Wszystko przez to, że ta cholerna babcia w ogóle nie grzeje w mieszkaniu. Na zewnątrz jest 17 stopni a w pokoju mam 12. Z tego wszystkiego wolę przebywać cały czas poza domem niż siedzieć w pokoju i się np. uczyć. Kobieta łazi po domu w dwóch swetrach, wełnianych rajtuzach i ciepłych bamboszach podczas gdy ja co najwyżej mogę ubrać na siebie dwa swetry i bezrękawnik. W nocy bywa tak zimno mi w stopy, że śpię w nałożonych na siebie dwóch parach skarpet. Gdybym miał czapkę spałbym i w niej. Za dwa dni wracam do Polski, gdyby nie fakt że ostatnie kilka nocy spędziłem z M. w hotelu, pewnie poskarżyłbym się na babcię w szkole. Anders, mój współlokator narzeka na to samo, choć pochodzi ze Szwecji, nie jest przyzwyczajony do mieszkania w lodówce.

 

Razem z M wynajęliśmy sobie auto na kilka dni i pojechaliśmy odwiedzić Sienę, San Gimilgiano i Cinque Terre. Na weekend było prawie 20 stopni, świeciło słońce, pogoda w sam raz na takie wycieczki. Cieszyłem się, że udało mu się przylecieć do Pizy i spędzić ze mną te kilka dni razem.

 

Szybko udało mi się wpaść w rytm nauki, szkoła – dom, tę trasę znam już na pamięć a kolejne zajęcia wyznaczają rytm każdego dnia. Cieszę się że wybrałem Pizę a nie Sienę, która choć ładna, pełna jest turystów i masy odwiedzających miasto Włochów.

Szkoła, która wydawała mi się oferować moc atrakcji pozalekcyjnych okazała się w tym względzie trochę skromna. Przez dwa tygodnie mojego pobytu nie odbyło się nic , co pozwoliłoby poznać innych uczestników kursów czy nawet poznać pozostałych nauczycieli. W szkole studiuje kilkunastoosobowa grupa młodzieży z Izraela, która w październiku zamierza zdawać egzaminy na medycynę na tutejszym uniwersytecie. Konkurencja jest bardzo duża, widać jak między sobą rywalizują kto szybciej i więcej opanuje materiału, kto lepiej nauczy się włoskiego, kto lepiej będzie posługiwał się językiem.

Niedziela w Cinque Terre pozostawiła niezapomniane wspomnienia. Miasteczka są malownicze, pięknie położone a odwiedzenie ich wszystkich zajmuje cały dzień. Natychmiast po wyjściu z pociągu zderzałem się jakby z klimatem nadmorskiego kurortu: plaże, promenady, palmy, piękna roślinność… Wakacyjny nastrój jak z katalogu biura podróży. Kolorowe kamieniczki, wąskie uliczki, kameralne porty, wszędzie porozwieszane pranie – typowe tutejsze klimat. Zapachy owoców morza, lodów i pizzy, które roznosi się w powietrzu są nie do opisania. Plaże były praktycznie opustoszałe, aż strach pomyśleć co dzieje się tutaj w miesiącach letnich. Są na ziemi miejsca niepowtarzalne, że na długo pozostają w pamięci. Miejsca, które przyciągają swoją magią i do których chciałoby się wracać częściej i jak tylko się da. Takie właśnie jest Cinque Terre – oddzielone od siebie skalistymi zboczami i górami porośniętymi winoroślami, niesamowity zakątek położony na Riwierze Liguryjskiej w północnych zakamarkach Włoch jest absolutnie wyjątkowy.

Zaliczyliśmy z M kilka uczt dla dla podniebienia, we Włoszech nie da się chodzić głodnym i nie przytyć. Choć starałem się nie objadać na noc, to było to naprawdę trudne, bo M ciągle wynajmował takie perełki kulinarne i nieustająco musiałem ze sobą wewnętrznie walczyć.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 Responses to Piza – dzień 13

  1. Ultra's awatar Ultra pisze:

    Znaczy zmiany, ale zmiany na lepsze, więc gratulacje. Na chłód 12 stopni nie ma co narzekać, bo dziś u mnie padał śnieg, a w nocy było -1. Szyby trzeba było skrobać. Zimny wychów podobno jeszcze nikomu nie zaszkodził, więc tego się trzymajmy.
    Serdecznie pozdrawiam

  2. saberblog's awatar saberblog pisze:

    Wrócilem i załapałem się na wiatr deszcz i temperatury oscylujące w granicach 2-4 stopni. Okropieństwo

Dodaj komentarz