Piza – dzień 5

Moja gospodyni mieszka w pięknym 180 metrowym domu, położonym przy ulicy znajdującej się po drugiej stronie dworca kolejowego Pisa Centrale. Do dworca mam 3 minuty pieszo, a do szkoły, w której odbywa się kurs raptem 7. Moja gospodyni zajmuje kilkupokojowe mieszkanie na pierwszym piętrze budynku, prócz mnie mieszkają tutaj ze mną jej wnuk, córki, dwa psy oraz Szwed który tak jak przyjechał tutaj szkolić swój język.

Dostałem swój pokój na dole, zaraz przy wyjściu, obok łazienki. Pokój mały, bardzo skromnie urządzony, daleko mu było do luksusów państwa doktorostwa z Bolonii. Nie przyjechałem jednak tutaj grzać czterech liter w niewiadomo jakich luksusach, więc było mi wszystko jedno. Myślalem, że jesli już, to jedyne na co mógłbym narzekać to bliskość stacji kolejowej i odgłos przejeżdżających pociągów. Najgorszy jednak okazał się panujący w pokoju chłód jeśli nie wygwizdów. Kobieta mam wrażenie oszczędza i w ogóle tutaj nie grzeje, choć termometr pokazuje 18 stopni, odczuwalne jest 12. Chodzę spać w skarpetkach i podwójnej pidżamie, a jak jest mi zimno włażę pod ciepłą kołdrę. Ze współlokatorami praktycznie widuję się tylko w przelocie, bo każdy pracuje o różnych porach, jedynie ja i Anders regularnie widujemy się w kuchni przy śniadaniu, po czym obaj wychodzimy do szkoły.

Nie było dla mnie żadnym zaskoczeniem, że po teście i rozmowie pierwszego dnia zakwalifikowano mnie do najwyższej grupy. Jest nas tu tylko czworo: ja, Niemka i dwóch chłopaków z Izraela. Jest fajnie, przyjaźnie i widać każdy przyjechał się tutaj uczyć, bo tempo nauki mamy bardzo dynamiczne.

Rano zajęcia do 13, potem zwykle spacer i jakiś lunch na starym mieście, potem nauka, relaks i w dużym uproszczeniu tak wygląda mój każdy dzień.

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podroze i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Piza – dzień 5

  1. Ultra pisze:

    Rywalizacja? Jeśli po trupach do celu, to współczuję. Zdrowa z kolei może być, bo trzeba się podciągać. Sukcesów życzę

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s