Na pierwszy ogień Hongkong

Do Hongkongu przylecieliśmy grubo po 19, nim przeszliśmy przez kontrolę paszportową i odebraliśmy nasze bagaże była już prawie godzina 21. Aby otworzyć się na przygody, zamiast wziąć z lotniska taksówkę, zdecydowaliśmy się na opcję pt. tradycyjny miejski autobus A21. Znalezienie właściwej kasy zajęło nam dobry kwadrans, potem okazało się, że okienko jest zamknięte. Gdy w końcu pani wróciła z przerwy i sprzedała nam dwa bilety na przejazd, zaczęło się szukanie właściwego przystanku, bo z terminalu na lotnisku odjeżdżała ich cała masa. Wreszcie gdy udało się nam do niego wsiąść zaczęło się zgadywanie gdzie powinniśmy tak w ogóle wysiąść żebyśmy dojechali tam gdzie chcemy… 

Dla M. była to pierwsza wizyta w tym niesamowitym miejscu, tutaj też miał obchodzić swoje urodziny. Chciałem, żeby doświadczył magii tego państwa-miasta, jak jak 12 lat temu. Moglibyśmy od razu zatrzymać  się w The Peninsula, W czy w innym Sheratonie, ale na pierwsze dwie noce zarezerwowałem nam nocleg w kultowym Chungking Mansions. Chunking Mansions to budynek zlokalizowany na początku Nathan Road w dzielnicy Tsim Sha Tsui, w Kowloon. Budynek jest znany jako chyba najtańsze zakwaterowanie w Hongkongu. Chociaż miał być budynkiem mieszkalnym, stał się olbrzymim centrum drobnego oraz hurtowego handlu przeważnie dobrami elektronicznymi, ale również akcesoriami do telefonów komórkowych, biżuterią, butami, ubraniami. Całość składa się z wielu niezależnych tanich hoteli, pensjonatów, restauracji curry, afrykańskich bistro, sklepów odzieżowych, sklepów sari, kantorów i innych usług. Niezwykła atmosfera i charyzmatyczny klimat budynku sprawia, że wielu backpackersów decyduje się tutaj zatrzymać.

To miejsce wciąga, bo jest to jedno z najbardziej zglobalizowanych miejsc na ziemi. Jest miejscem przebywania setek tysięcy imigrantów z całego świata. Ktoś oszacował, że jednego roku przewijają się tutaj ludzie ponad 120 narodowości. Mieszka tutaj ze sobą ponad 4000 osób głównie Indian, Nepalczyków, Pakistańczyków, Tamili i połowa Afryki.

Z jednej strony miejsce kusi i fascynuje a z drugiej przygnębia i odstrasza. 

Budynek jest stary, a niewyobrażalna liczba przewijających się przez niego mieszkańców sprawia, że istnieje ogromne zapotrzebowanie na energię i wodę. Kable wiją się dosłownie wszędzie. Widząc ich ilość dziwię się, że to miejsce do tej pory nie poszło z dymem. Tak samo wygląda sprawa z systemem kanalizacyjnym, pod którego podłącza się zbyt wiele toalet, czego nie wytrzymują rury kanalizacyjne. Nieczystości i ich zapach jest nieodzowną cechą tego miejsca. Większość ludzi dzieli mieszkania na co raz to mniejsze jednostki, by pomieścić jeszcze więcej osób. Tak jest praktykowane wszędzie w Hongkongu…

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

1 Response to Na pierwszy ogień Hongkong

  1. Ultra's awatar Ultra pisze:

    Czekam na te perełki z miasta o którym niewiele wiem, a jeśli to zwykle są to sprzeczne informacje.
    Serdecznie pozdrawiam

Dodaj komentarz