Hongkong – trudne początki

M. uśmiechał się nerwowo gdy przedzieraliśmy się przez gąszcz korytarzy i tłumy głośnych sprzedawców stoisk w Chunking Mansion. Powiew takiej egzotyki fascynował go, ale i niepokoił, dostrzegłem nawet strach i zniesmaczenie w jego oczach, gdy windą wjeżdżaliśmy na piętro naszego hostelu. Przekonałem go, by pierwsze dwie nocy spędzić tutaj, bo Chunking Mansion to kwintesencja tego miasta-kraju, bez luksusów i pięknych widoków, gdzie każdy metr powierzchni jest na wagę złota. Chciałem żeby przeżył przygodę nim przeniesiemy się do bardziej luksusowych warunków panujących w nieopodal położonym hotelu Kowloon.

Dzielnie znosił atrakcje które dla niego zaplanowałem. Nie odstraszył go bardzo podstawowy standard naszego pokoju, liczyło się że mieliśmy dach nad głową, było czysto, mieliśmy na czym spać, sprawnie działała klimatyzacja no i mieliśmy własną łazienkę. Facet, który wręczał nam klucze, gdy dowiedział się, że  to pierwsza wizyta M w tym mieście zaoferował nam nawet pokój z oknem na co M nie wiedział nawet jak zareagować, bo jego najgorszym scenariuszu nie przewidział, że moglibyśmy go nie mieć…

Śmiechu mieliśmy co niemiara próbując rozpakować nasze rzeczy, na zmianę przerzucaliśmy swoje walizki z łóżka na łóżko drugiego, by jeden mógł się przebrać albo dostać się do łazienki. Mikrołazienka, toaleta i prysznic w jednym – na widok tego wynalazku M. zamurowało, bo myślał że moje opowieści były żartem, co innego o tym słuchać a co innego zobaczyć to na własne oczy – przyznał mi się później.

W nocy spaliśmy przy otwartym oknie, ale tylko podczas pierwszego dnia po przylocie. Gdy zobaczył stado upasionych szczurów biegających po elewacji sąsiedniego budynku i wchodzące przez okna do mieszkań, kazał mi je zamknąć i nas zabarykadować.

Po przeprowadzce do hotelu Kowloon odetchnął z ulgą, na widok olbrzymiej łazienki z wanną, bielusieńkimi, pachnącymi ręcznikami, starannie pościelonym łóżkiem z podwójnym materacem, świeżymi kwiatami w wazonie, talerzem czekoladek (prezent od hotelu) i olbrzymim panoramicznym oknem z widokiem na hotel Peninsula wrócił mu spokój, że nic go tej nocy nie użre ani nie zaatakuje .

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 Responses to Hongkong – trudne początki

  1. salmiaki's awatar salmiaki pisze:

    Lubię te Twoje podróże 🙂

Dodaj komentarz