Nie ma łatwo, za to jest przyjemnie czyli znowu Rzym

Człowiek leci do Rzymu z nastawieniem że nie zrobi tam żadnych zakupów, bo w grudniu nie było w sklepach na czym oka zawiesić. Wziąłem nawet specjalnie bardzo małą torbę a tu bach – piątek, z pierwszego sklepu wyszedłem z dwoma torbami pełnymi zakupów. Kurtka, swetry, spodnie, koszule, pasek wszystko takie jakie zawsze chciałem i szukałem i jak na złość akurat były wyprzedaże więc ceny -70%.
M początkowo się ze mnie śmiał a po chwili sam dał się porwać zakupowemu szałowi.

Wieczorem mieliśmy zaplanowany koncert Renato Zero, dojazd na stadion nie trwał długo, ale znalezienie odpowiedniego miejsca już tak. Na sali panował potworny gorąc, nie wiem czy włączyli tam jakieś ogrzewanie czy to może efekt braku wentylacji. Przedstawienie rozpoczęło się punktualnie o 21, Renato zaśpiewał kilka piosnek ze swojego nowego albumu na zmianę ze starymi szlagierami. Ludzi była cała masa, miejsca wypełnione były do ostatnich rzędów, nasze miejsca znajdowały się trochę wyżej na trybunach, ale wciąż wystarczająco blisko widoku sceny. M śpiewał pod nosem wszystkie piosenki, ja znałem raptem 4, ale i tak mi się podobało. Atmosfera była genialna, mnóstwo osób przebrało się na ten koncert albo przyszło ze sztandarami którymi wymachiwali przez cały czas widowiska. A było to prawdzie widowisko, Renato przebierał się z 16 razy, za każdym razem prezentując się w innym bogato zdobionym kostiumie.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 Responses to Nie ma łatwo, za to jest przyjemnie czyli znowu Rzym

  1. mdobrogov's awatar mdobrogov pisze:

    Jedyne zakupy jakie robię we Włoszech to ser pecorino i jakies dojrzewające wędliny lub salami. O. Ostatnio była n’duja

Dodaj komentarz