Tour dell’Italia: Perugia – Foligno – Asyż

Rano potwornie nie chciało mi się zwlec z łóżka. Choć wczoraj późno położyliśmy się spać, obudziłem się w środku nocy i do rana próbowałem zasnąć. Udało mi się dopiero ok 6. więc jak M próbował wybudzić mnie ze snu, spałem jeszcze w najlepsze.

Wakacje i urlop istnieją nie tylko by leżeć albo spać, ale też by wyrwać się z codziennej rutyny i bardziej aktywnie spędzić czas. Ubrałem więc się pospiesznie, wsiedliśmy w auto i pojechaliśmy na śniadanie do pobliskiego Foligno. Czemu tam? Zupełny przypadek. Było ładnie, czysto i spokojnie, dodatkowo mało ludzi, co sprawiło że wyjazd był na plus. Wypiliśmy kawę w najbardziej centralnie położonym barze, poszliśmy przejść się wzdłuż wąskich malowniczych uliczek starego miasta raz po raz zaglądając do kwiaciarni, galerii czy innych sklepów. M obłowił się w nowe kwiatki do domu, które tutaj kosztują 1/3 ceny szwajcarskiej.

W Asyżu skwar, ale przynajmniej suche powietrze. Ze znalezieniem miejsca parkingowego nie było w ogóle problemu, wszędzie świeciły pustki a miejsca postojowe były za darmo. Podobno w sezonie Asyż pełen jest aut i autokarów z zagranicznymi turystami, ale nie w czasie pandemii. Nie ma Azjatów, Amerykanów, nikogo spoza Europy, wśród zwiedzających spotykaliśmy głównie Niemców i Holendrów. Zwiedzanie bazyliki było samą przyjemnością, w środku znajdowało się może z 200 osób, nikt się nie pchał, nie trzeba było na nic czekać, ruch odbywał się bardzo płynnie.

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podroze i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.