Rano potwornie nie chciało mi się zwlec z łóżka. Choć wczoraj późno położyliśmy się spać, obudziłem się w środku nocy i do rana próbowałem zasnąć. Udało mi się dopiero ok 6. więc jak M próbował wybudzić mnie ze snu, spałem jeszcze w najlepsze.
Wakacje i urlop istnieją nie tylko by leżeć albo spać, ale też by wyrwać się z codziennej rutyny i bardziej aktywnie spędzić czas. Ubrałem więc się pospiesznie, wsiedliśmy w auto i pojechaliśmy na śniadanie do pobliskiego Foligno. Czemu tam? Zupełny przypadek. Było ładnie, czysto i spokojnie, dodatkowo mało ludzi, co sprawiło że wyjazd był na plus. Wypiliśmy kawę w najbardziej centralnie położonym barze, poszliśmy przejść się wzdłuż wąskich malowniczych uliczek starego miasta raz po raz zaglądając do kwiaciarni, galerii czy innych sklepów. M obłowił się w nowe kwiatki do domu, które tutaj kosztują 1/3 ceny szwajcarskiej.
W Asyżu skwar, ale przynajmniej suche powietrze. Ze znalezieniem miejsca parkingowego nie było w ogóle problemu, wszędzie świeciły pustki a miejsca postojowe były za darmo. Podobno w sezonie Asyż pełen jest aut i autokarów z zagranicznymi turystami, ale nie w czasie pandemii. Nie ma Azjatów, Amerykanów, nikogo spoza Europy, wśród zwiedzających spotykaliśmy głównie Niemców i Holendrów. Zwiedzanie bazyliki było samą przyjemnością, w środku znajdowało się może z 200 osób, nikt się nie pchał, nie trzeba było na nic czekać, ruch odbywał się bardzo płynnie.
About saberblog
Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera.
Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata.
Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba.
Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze?
Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier.
Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami.
Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę.
A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem.
I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii
podróże i oznaczony tagami
podróże,
włochy. Dodaj zakładkę do
bezpośredniego odnośnika.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.