Kolejne dni minęły mi na zaplanowanych interview z członkami zespołów. Musiałem się trochę nagimnastykować, żeby zorganizować nam sale do spotkań, catering, nawet odpowiednie ustawienie stołów i krzeseł, bo znowu wypłynął temat pandemii i niezrozumiały dla mnie strach ludzi przed pojawieniem się w biurze.
Pierwszy raz od lat znajdowałem się po drugiej stronie barykady, tym razem to ja reprezentowałem niskokosztowy kraj i organizację, miałem wrażenie że traktuje się mnie jak przygłupa i szpiega, który tylko czycha, aby wykraść wrażliwe dane i zameldować je swoim przełożonym we wrogim obozie.
Przy okazji usłyszałem wprost, że centra usług wspólnych to porażka, zatrudnieni ludzie pozbawieni są funkcji racjonalnego myślenia, że zmuszani są do pracy, kobiety żeby zająć w ciąże muszą mieć zgodę przełożonego, że dyrekcja choć z tytułem VP woli wozić się 600 km służbowym autem niż wsiąść wygodnie w samolot, że oni są tu a my jesteśmy gdzieś tam, pełni kompleksów, braków, oderwani jakby od rzeczywistości, często malujący trawę na zielono i podkolorowujący rzeczywistość.
Największa wpadka? Zaproszenie na rozmowę zespołu, w którym jedna osoba okazała się głucha.
About saberblog
Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera.
Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata.
Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba.
Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze?
Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier.
Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami.
Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę.
A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem.
I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii
podróże. Dodaj zakładkę do
bezpośredniego odnośnika.
Zaliczylam całość i ogólnie nie zazdroszczę. Jednak skoro udalo Ci się wszystko zorganizować w dobie wirusowej kapelusz z głowy . Serdeczności 😉
Pewnie głuchy był szczęśliwy, że nie słyszy tych… . Ciekawe, na ile szacujesz jeszcze swoją wytrzymałość do pracy w korporacji? Kiedy zechcesz wyjechać na Podlasie, zaszyć się i mieć w d.. wszelkie sprawozdania i projekty :-)))
Nie planuje na razie. Naprawdę jest mi dobrze tu i teraz, nie muszę martwić się o pieniądze, nie jest toksycznie, tylko muszę się pilnować żeby nie dać wejść sobie na głowę. Zapytaj mnie za kilka lat😄
Okay, zapytam :-))) Nie daj się stresowi!