Z wizytą w kościele

W niedzielę rano odbyło się bierzmowanie młodej. Wśród wszystkich równolatków przystępujących do tego kościelnego sakramentu siostrzenica M. odznaczała się dojrzałością, strojem, wzrostem no i bezsprzecznie wagą. Pomimo nieznośnej temperatury panującej na zewnątrz wbiłem się tego dnia w spodnie i koszulę. Pod kościół podjechaliśmy lekko spóźnieni, bo trudno było znaleźć nam miejsce do parkowania. Mama M. dotarła dużo przed nami i święta kobieta była już po spowiedzi, koronkach i różańcu, zapewne wymodliła zbawienie na kilka pokoleń naprzód. Pierwszy raz miałem okazję uczestniczyć we mszy w kościele we Włoszech. Parę rzeczy rzuciło mi się w oczy. Na ławkach przed  uczestnikami mszy leżały porozkładane klucze, komórki i papierosy. Jeden osobnik nawet stał dumnie w drzwiach do kościoła i swobodnie zaciągał dymka a papierosowy opar roznosił się po zgromadzonych wiernych. Poza tym, najbardziej rzucające się w oczy – czarnoskóry ksiądz. W kościele nie klęczało się na początku modlitwy kiedy prosi się, aby chleb i wino stały się ciałem i krwią. Podobnie w czasie śpiewu „o baranku”. Osoby starsze owszem klęczały, ale większość zgromadzonych nie. Rozmawiałem później o tym ze szwagierką, odpowiedziała mi osobliwie, że młodsze pokolenie nie klęczy, bo nie są fanatykami religii. Uroczysty obiad nie odbiegał za to od podobnych wydarzeń w polskich rodzinach: przegrom jedzenia i długie przesiadywanie przy stole. B. z wrodzonym i bardzo przewidywalnym wdziękiem otwierała kolejne prezenty: kręciła nosem na widok medalika, bransoletki i książek o poszukiwaniu drogi i wiary a oczka zapalały jej się tylko na widok kasy i modnych gadżetów.

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podroze i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

13 odpowiedzi na „Z wizytą w kościele

  1. Ultra pisze:

    Hm, B. to typowa kobietka z pociągiem do błyskotek, ale tak ją wychowano. I to nie tylko w rodzinie. Także prasa, telewizja wciskają modę, pokazują ubiory celebrytów, a nieraz czytałam w sieci, że „pojawiła się drugi raz w tej samej sukni”. Zgroza, że suknia nie była jednorazowa…
    Takie dziewczę ma zakodowane w głowie, że ma być super modne, eleganckie, a że na to trzeba sporo kasy, więc kocha pieniądze.
    Pozdrawiam

  2. Lucia pisze:

    Taka… Ja już dawno nie był na mszy klasycznej. Niestety tylko żałobne zaliczam. Ale wiem, co dziwi nas w kościele włoskim. Chociaż wprowadzanie psów uważam za cudowne.

  3. agnecha pisze:

    Świat się zmienia, zmieniają się pokolenia.. i wartości widać też. Tylko, czy aby w dobrą stronę? Na pewno chcą takiego świata? Błyskotki naprawdę dają szczęście? Cóż, każdy sięga i dąży po to co chce.. Tylko szkoda, że sami rodzice w tym „widzeniu świata” dziecko utwierdzają. Widać sami też już wsiąkli w.. no właśnie, w co?

    • saberblog pisze:

      Rodzice młodej nie są skalani głębszą myślą…

      • agnecha pisze:

        Każdy pływa jak umie i.. zagłębia się jak chce i lubi.. Tak jak pływać to i myśleć trzeba się naumieć. I nie stać w miejscu, bo prąd cofa ;P
        Pozdrawiam miło 🙂

  4. B „kręciła nosem na widok medalika, bransoletki i książek o poszukiwaniu drogi i wiary”. I bardzo dobrze, nie marzy o zostaniu zakonnicą.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s