Za anulowane wczasy w Egipcie biuro zwróciło mi środki stosunkowo szybko. Naturalnie potrącili 15% kosztów rezygnacji, ale umówmy się, mogło być znacznie gorzej.
M. zupełnie się nie poczuwał w całej tej sytuacji, bo jak zwykle to nie jego pieniądze miałyby przepaść. Byłem wściekły na jego bezceremonialność i tumiwisizm, ale w tamtym momencie nie było nawet czasu, żeby próbować zmyć mu za to głowę. Tamtego dnia musiałem zdążyć z wysłaniem formalnego wniosku o anulowanie wyjazdu, nim potrąciliby mi z kosztów jeszcze więcej. Udało się.
Nie zmieniło to natomiast faktu, że z dnia na dzień zostałem z urlopem i bez pomysłu jak go spędzić. Nie widziałem się nigdzie na plaży jak na widokówce ani w domu na kanapie przed telewizorem. Wykombinowałem Bejrut: LOT miał bilety w promocyjnych cenach, okres na zwiedzanie był bardzo dobry, dni lotów też mi odpowiadały, poza tym nigdy tam nie byłem. Z pomocą lokalnego biura podróży w ciągu następnych 48 godzin sfinalizowałem szczegóły pobytu, transport, noclegi oraz zwiedzanie, zapłaciłem i odtąd mogłem już tylko cieszyć się zbliżającym wyjazdem.
Czemu tam? Liban kojarzy się jako pełen fascynującej historii, niesamowitych cudów natury kraj tętniącym życiem restauracji i życia nocnego. Od kilku lat Bejrut szybko zaczyna zdobywać popularność wśród podróżników, którzy preferują przygodę i względny luksus bez tłumów turystów. W dużej mierze postępowe miasto w niczym nie przypomina swoich bliskowschodnich sąsiadów. Bejrut to wyjątkowe miejsce, w którym można znaleźć klub nocny obok meczetu, zbombardowany budynek obok butiku Chanel, miejsce, w którym chrześcijaństwo i islam spotykają się obok siebie i dzielą miskę hummusu.
Dla mnie jest jednym z najciekawszych miast, po których można po prostu spacerować. Mieszanka nowoczesnych budynków i powojennych ruin zmieszana ze sztuką uliczną i modnymi sklepami oznacza, że mogę kontynuować zwiedzanie w nieskończoność.
Śpię w dzielnicy Hamra. Ulica będąca centrum intelektualnej aktywności Bejrutu w latach 60., nazywała się Polami Elizejskimi miasta. Jest to popularne miejsce zarówno wśród turystów, jak i mieszkańców, którzy gromadzą się tutaj, aby spróbować wchłonąć pozostałości intelektualnego miasta. Hamra jest domem dla kilku księgarni, trzech uniwersytetów (w tym American University of Beirut) i bardzo bogatego życia nocnego.
Już na pierwszy rzut oka Liban wydaje się być jednym z najbardziej niedocenianych krajów, w jakich kiedykolwiek byłem. Zwłaszcza dla kogoś kto lubi odkrywać miejsca, zanim staną się zbyt fajne.

Nareszcie pokazałeś swój pazur w relacji z Bejrutu. Mnie zachęciłeś, faktycznie dzielenie się miską hummusu kazdemu odpowiada. W zeszłym roku w Libanie była znajoma, była zachwycona gościnnością mieszkańców. Szkoda, że zdjęć nie wrzuciłeś…
Pozdrawiam
Też liczę na zdjęcia;))
Będą ale raczej dopiero po powrocie dam radę je dołączyć …