Ostrzegano nas, że lecąc do Libii będziemy poddani bardzo szczegółowej kontroli paszportowo-bagażowej, żeby nie przyszło nam na myśl próbować wwozić alkoholu, narkotyków albo nie zadeklarować posiadania przy sobie dużej sumy pieniędzy w gotówce (max 1600 USD, dlaczego 1600 a nie 10,000 nie wiem).
Lot Libyan Wings trwał 60 minut za to podczas podróży dostaliśmy całkiem obfite śniadanie jogurt sok i wodę. Kto leciał naszym polskim LOTem albo każdą inną linią lotniczą na krótkim dystansie wie, że szklanka wody albo kubek brudnej wody zwanej kawą bądź swojski batonik princepolo to teraz lotniczy standard.
Po przybyciu na międzynarodowe lotnisko w Trypolisie, jeszcze przed otrzymaniem pieczątki wjazdowej, lokalne służby odstawiły naszą grupę na bok i kazały czekać na naszego lokalnego sponsora, czyli przedstawiciela firmy, który wystawił nam zaproszenia… Potem było ponad godzinne czekanie w kolejce, przeglądanie każdej strony paszportu, potem przejście do drugiego okienka, znowu czekanie, kolejne formalności i wreszcie pieczątka i można było wjechać do Libii.
Mieliśmy wszyscy mieć jeszcze pogawędkę z lokalną policją, drobiazgową kontrolę bagażu, ale jakimś zbiegiem okoliczności pozwolono naszej grupie opuścić strefę hali odlotów od tak, po prostu.
Na początku XX w przez prawie 40 lat kraj był włoską kolonią, której dziedzictwo widoczne jest na każdym kroku, nie tylko w architekturze dominującej w centrum Trypolisu, ale także w wyrafinowanym sposobie, w jaki Libijczycy piją np. cappuccino. Turyści mogą teraz podróżować do Libii, ale wiza ważna tylko na podróż po zachodniej części Libii, ponieważ rząd wschodni (Benghazi) jej nie uznaje.
Medina Trypolisu, która znajduje się wewnątrz starych murów miejskich, jest zdecydowanie najbardziej atrakcyjną częścią miasta. Tutaj znajduje się meczet Gurgi i Łuk Marka Aureliusza, jedyny zachowany rzymski zabytek w mieście.
Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera.
Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata.
Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba.
Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze?
Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier.
Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami.
Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę.
A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem.
I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Trypolis – jedno z najstarszych miast świata z Łukiem Triumfalnym Marka Aureliusza. Ciekawe, czy tak brudne jak Kair?
Zasyłam serdeczności
Jest dużo dużo czyściej.
Przecudnie!