Herat – Bamian

Po śniadaniu pojechaliśmy zobaczyć Sanktuarium w Gazur Gah – kompleks grobowy sufickiego świętego. Przestrzegano nas przed pogodą, że może być zimno, ale jak dotąd nie marznę chodząc w samej tylko sukience. Nie opanowałem jeszcze wyrafinowanej sztuki korzystania z toalety w tym stroju, ale plan mam ambitny że do końca pobytu opanuję trudną umiejętność robienia jedynki bez pozostawiania śladów na sobie. Co do mojego nowego stylu to muszę przyznać że długie, luźne, obszerne, powłóczyste stroje są naprawdę wygodne, stanowią dobrą ochronę przed słońcem, a zarazem utrzymują ciało w wilgotności (pot nie wsiąka w strój, lecz zostaje na ciele). Wsiadając do auta za każdym razem przynajmniej jeden z panów musi powiedzieć: uważaj, nie siadaj mi na sukience, co za każdym razem jest bardzo zabawne.

Na terenie kompleksu spotkaliśmy jednego Talibana, znajomego naszego lokalnego przewodnika. Początkowo nieśmiało i z rezerwą podchodził do naszej grupy, groźnie patrząc w stronę jedynej kobiety w naszej grupie, podczas gdy my zafascynowani hipnotyzującym spojrzeniem chodziliśmy wokół niego i jego brody oraz karabinu. Podchody trwały dobry kwadrans, nasze spojrzenia były coraz dłuższe, potem pojawił się nawet lekki uśmiech suma summarum pan Talib zrobił sobie z nami pamiątkowe zdjęcie.

W południe wróciliśmy samolotem do Kabulu skąd odebraliśmy nasze bagaże, pojechaliśmy na wyśmienity lunch z prawdziwym espresso po czym wyruszyliśmy w czterogodzinną podróż do miasta Bamian – miasta w środkowym Afganistanie w górach Hindukusz. Bamian to głęboka prowincja w porównaniu z resztą kraju, ciepła woda leci w kranach tylko w wyznaczonych godzinach, podobnie prąd dostarczany jest tylko rano i wieczorem przez kilka godzin. Głęboka prowincja przejawia się też w bardzo dużym konserwatyzmie mieszkańców i lokalnych władz. Podczas kolacji w hotelu wpadła do nas banda zamaskowanych uzbrojonych po zęby talibańskich żołnierzy eskortująca lokalnego szefa prowincji, który chciał nam życzyć smacznego. Ze względu na liczebność ochrony i mało przyjazne spojrzenia nikt nie wychylił się, żeby zaproponować panom pozowania do wspólnego pamiątkowego zdjęcie.

Nasz hotel ma w swojej nazwie słowo „royal”, ale z królewskiego ma tylko określenie, bo obsługa jak i warunki panujące w hotelu pozostawiają wiele do życzenia. Jesteśmy w kraju trzeciego świata i wszyscy doświadczamy warunków tutaj panujących. Nie narzekamy, wiedzieliśmy na co sie pisaliśmy, ale moja łazienka jest delikatnie mówiąc brudna, sedes zasikany, jak w nocnej dyskotece w sobotni wieczór po godzinie 4. Z łóżka dopiero ktoś wyszedł, widać jeszcze odciśniętą głowę na poduszce, autentycznie jakby ktoś dopiero co wstał, wylazł z pokoju a ja dostałem po nim klucze. Żałowałem, że nie wziąłem własnego śpiwora, choćby najcieńszego albo większej ilości ręczników, żeby móc odseparować się od oferowanej pościeli, ludzkich włosów, jakiś resztek i bóg wie czego jeszcze. Syf nie do opisania, kiła i mogiła. Włączyłem klimatyzację jako jedyny sposób dogrzania pomieszczania, ale wywiew który wydobywał się z podwieszanej jednostki był pewnego rodzaju zagadką, nad którą wolałem się nie zgłębiać.

Mam bardzo ładny widok z balkonu, okazuje się, że hotel posiada basen.

Wieczorem wróciłem do pokoju, w ostatniej chwili wziąłem ciepły prysznic po czym wszędzie zgasło światło i trzeba było jakoś zasnąć.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 Responses to Herat – Bamian

  1. salmiaki's awatar salmiaki pisze:

    Opis pokoju budzi grozę :))

  2. Lucia's awatar Lucia pisze:

    A ja doceniłam, że doceniasz chodzenie w sukience i żeby jeszcze poruszać się w niej wszędzie trzeba lat praktyki. 😀 Opis pokoju stawia włos sztorcem.

Dodaj komentarz