Dziś w nocy przyśnił mi się dziwny sen. Ktoś powiedział mi, że zostaję w Katarze na kilka lat. Obudziłem się z poczuciem ciężaru, bo nie była przyjemna wizja. Co ciekawe, we śnie wcale się nie sprzeciwiłem rozmówcy, tylko nerwowo kombinowałem w myślach, jak się z takiego pomysłu wypisać.
Dzień zaczął się od problemów technicznych. MS Forms, które stworzyłem wcześniej, nagle przestało działać – wyskakiwał mi błąd dostępu, a musiałem koniecznie poprawić ankietę przed wysłaniem jej do klienta. Koledzy siedzący obok nie kwapili się, żeby pomóc – wszyscy zgodnie odsyłali mnie do pana z IT na 8p.. Zanim jednak się tam wybrałem na wszelki szybko założyłem ticket tylko po to aby w systemie został ślad, że zgłosiłem problem i nie udawałem, że nic się nie stało. Niektórzy wiedzą, że w tej pracy czasem chodzi po prostu o to, żeby kryć własne cztery litery.
Na dokładkę spadła na mnie jeszcze lawina obowiązkowych szkoleń e-learningowych. Wyglądały jak wyjęte z Baśni tysiąca i jednej nocy – co drugi slajd przedstawiał dżina, Sindbada albo Szeherezadę w tiulach. Trochę urocze, trochę kiczowate, a miejscami wręcz niepokojące.
Lunch zjadłem dziś sam. Nikt nie zaprosił mnie do kantyny, przestałem już liczyć, że ktoś się tym przejmie. Drobny promyk dnia pojawił się gdy wpadła do nas partnerka z katarskiego biura. Przywitała mnie z ogromną serdecznością – uściski, buziaki, a potem chwila rozmowy, dzięki temu trochę więcej dowiedzieliśmy się o sobie i zrobiło się zwyczajnie miło.
Jutro czeka mnie pierwsze trudne spotkanie z klientem – będę musiał zaprezentować raport o stanie projektu – to właśnie ten moment, którego od kilku dni najbardziej się obawiałem. Mam wrażenie, że ciągle nie jestem przygotowany w 100% – codziennie coś mnie zaskakuje. Dziś choćby problem z banalną ankietą, a jutro pewnie ta drobnostka urośnie do rangi wielkiego zarzutu, dostanę po głowie od wszystkich i boję się, że wyjdę na tępego uczniaka.
Zaczynam dostrzegać jedno, że będąc na bardzo długim wyjeździe, jestem praktycznie cały czas w pracy. Po powrocie do hotelu mam dwie opcje: siłownia albo basen. Ale przy tej temperaturze nawet basen nie daje ulgi, woda jest tak ciepła, że zamiast orzeźwiać, tylko rozgrzewa.
About saberblog
Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera.
Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata.
Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba.
Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze?
Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier.
Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami.
Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę.
A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem.
I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii
praca i oznaczony tagami
Katar,
podróże,
praca. Dodaj zakładkę do
bezpośredniego odnośnika.
Trzymam kciuki . Może jednak jakaś lampa Aladyna stoi gdzieś w kącie. A jak pójdziesz na pierwszy spacer poszukaj jakiegoś talizmanu.
Może się przydać w strefie oziębiania. A nie można tej klimatyzacji ustawić na więcej? U tego pana z 8 piętra. Przecież zamarzniesz w tej temperaturze.
I najlepiej z nim się zaprzyjaźnij. Tak po polsku. Uściski ciepłe na strefę biurową, a serdeczne na resztę.
Wiesz do tej klimy zaczynam się przyzwyczajać. Na zewn 45 stopni, ja biegam w marynarce i zero kropli potu na czole🤣
Próbuje znaleźć życzliwych sobie ludzi, miły jestem dla każdego, przynjamniej na razie. Zobaczymy co z tego wyniknie
Ja się tylko obawiam o reakcję organizmu.
Czy masz aspirynę ? Pomaga na wszystko. A kiedy masz dzień wolny,?
Mam leki.
Wziąłem z Polski
Wolne mam w weekend który tutaj wypada w piątek i sobotę. Od niedzieli do czwartku się pracuje.
To spokojnie ogarniaj miejsca. Bez wysiłku. Uściski