Dzień 3 – sen, szkolenia i kryzys

Dziś w nocy przyśnił mi się dziwny sen. Ktoś powiedział mi, że zostaję w Katarze na kilka lat. Obudziłem się z poczuciem ciężaru, bo nie była przyjemna wizja. Co ciekawe, we śnie wcale się nie sprzeciwiłem rozmówcy, tylko nerwowo kombinowałem w myślach, jak się z takiego pomysłu wypisać.

Dzień zaczął się od problemów technicznych. MS Forms, które stworzyłem wcześniej, nagle przestało działać – wyskakiwał mi błąd dostępu, a musiałem koniecznie poprawić ankietę przed wysłaniem jej do klienta. Koledzy siedzący obok nie kwapili się, żeby pomóc – wszyscy zgodnie odsyłali mnie do pana z IT na 8p.. Zanim jednak się tam wybrałem na wszelki szybko założyłem ticket tylko po to aby w systemie został ślad, że zgłosiłem problem i nie udawałem, że nic się nie stało. Niektórzy wiedzą, że w tej pracy czasem chodzi po prostu o to, żeby kryć własne cztery litery.

Na dokładkę spadła na mnie jeszcze lawina obowiązkowych szkoleń e-learningowych. Wyglądały jak wyjęte z Baśni tysiąca i jednej nocy – co drugi slajd przedstawiał dżina, Sindbada albo Szeherezadę w tiulach. Trochę urocze, trochę kiczowate, a miejscami wręcz niepokojące.

Lunch zjadłem dziś sam. Nikt nie zaprosił mnie do kantyny, przestałem już liczyć, że ktoś się tym przejmie. Drobny promyk dnia pojawił się gdy wpadła do nas partnerka z katarskiego biura. Przywitała mnie z ogromną serdecznością – uściski, buziaki, a potem chwila rozmowy, dzięki temu trochę więcej dowiedzieliśmy się o sobie i zrobiło się zwyczajnie miło.

Jutro czeka mnie pierwsze trudne spotkanie z klientem – będę musiał zaprezentować raport o stanie projektu – to właśnie ten moment, którego od kilku dni najbardziej się obawiałem. Mam wrażenie, że ciągle nie jestem przygotowany w 100% – codziennie coś mnie zaskakuje. Dziś choćby problem z banalną ankietą, a jutro pewnie ta drobnostka urośnie do rangi wielkiego zarzutu, dostanę po głowie od wszystkich i boję się, że wyjdę na tępego uczniaka.

Zaczynam dostrzegać jedno, że będąc na bardzo długim wyjeździe, jestem praktycznie cały czas w pracy. Po powrocie do hotelu mam dwie opcje: siłownia albo basen. Ale przy tej temperaturze nawet basen nie daje ulgi, woda jest tak ciepła, że zamiast orzeźwiać, tylko rozgrzewa.

Nieznane's awatar

About saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii praca i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 Responses to Dzień 3 – sen, szkolenia i kryzys

  1. Lucia's awatar Lucia pisze:

    Trzymam kciuki . Może jednak jakaś lampa Aladyna stoi gdzieś w kącie. A jak pójdziesz na pierwszy spacer poszukaj jakiegoś talizmanu.

    Może się przydać w strefie oziębiania. A nie można tej klimatyzacji ustawić na więcej? U tego pana z 8 piętra. Przecież zamarzniesz w tej temperaturze.

    I najlepiej z nim się zaprzyjaźnij. Tak po polsku. Uściski ciepłe na strefę biurową, a serdeczne na resztę.

    • saberblog's awatar saberblog pisze:

      Wiesz do tej klimy zaczynam się przyzwyczajać. Na zewn 45 stopni, ja biegam w marynarce i zero kropli potu na czole🤣

      Próbuje znaleźć życzliwych sobie ludzi, miły jestem dla każdego, przynjamniej na razie. Zobaczymy co z tego wyniknie

Dodaj odpowiedź do saberblog Anuluj pisanie odpowiedzi