No i nadeszło prawdziwe lato. Nad Polską przetacza się fala upałów, temperatury wystrzeliły w górę, a ten weekend od kilku dni zapowiadano jako najgorętszy w roku. Moje surfinie na balkonie, jak na razie, radzą sobie całkiem dobrze, podlewam je sam albo wyręczają mnie letnie burze z porządnymi opadami deszczu. Różnica między tym, jak wyglądały jeszcze kilka tygodni temu, a tym, co dzieje się z nimi teraz, jest ogromna. Rosną jak szalone, obsypują się kwiatami i powoli zaczynają wylewać się za barierkę balkonu. Przed nimi jeszcze całe trzy miesiące lata, więc liczę na to, że stworzą bosko piekną, kaskadową kompozycję z białych kwiatów ku zazdrosci sąsiadów i przechodniów…
Nie wiem tylko, jak zniesie to mój sąsiad. Już teraz przeszkadzają mu płatki, które czasem spadają na jego balkon, a o kilku kroplach wody z doniczek nawet nie wspomnę…
Moi rodzice wyjechali na całe lato do domu nad jeziorem w zachodniopomorskim, a mama – jak niegdyś – „ożeniła” mnie z obowiązkiem podlewania kwiatów w ich mieszkaniu. Sąsiadka, która robiła to przez ostatnich kilka lat, niestety podupadła na zdrowiu. Po ostatnim wyjeździe rodzice wrócili do domu i zastali prawdziwy obraz nędzy i rozpaczy: suche liście, uschnięte badyle i bałagan na parapetach oraz podłodze mówiły same za siebie. Mimo że sąsiadka zapewniała, iż regularnie podlewała kwiaty, zdjęcia, które wysłała mi matka, nie pozostawiały złudzeń. Wyglądało jakby przez pięć tygodni rośliny nie zobaczyły ani kropli wody.
Mama, jak to mama, stwierdziła, że ludzka bezczelność nie zna granic. Śmiertelnie obraziła się na sąsiadkę i zapowiedziała, że od tej pory nie kiwnie już dla niej palcem. Tym samym cały obowiązek spadł na pierworodnego czyli mnie. Szczerze mówiąc, jeżdżenie 11 kilometrów w jedną stronę tylko po to, żeby podlać kwiaty, jest dla mnie tylko przykrym obowiązkiem niż przyjemnością. Dlatego za każdym razem, kiedy dostaję sms-a, a już szczególnie telefon z pytaniem: „Czy kwiatki podlane?”, czuję, jak zaczyna mi pulsować skroń i pękać żyłka. Nikt nie potrafi mnie tak skutecznie wyprowadzić z równowagi jak moja rodzicielka…
Wczoraj i dziś temperatury dochodzą niemal do 40 stopni, dlatego na rower wsiadam bardzo wcześnie. Budzik dzwoni o piątej rano, robię swoje 50 kilometrów i jeszcze przed dziewiątą wracam do domu, zmęczony, spocony, brudny ale zadowolony. Potem pozostaje już tylko odpoczynek w przyjemnym chłodzie, który zapewnia mi produkt marki Haier.
Na obiad planuję dziś lekką pastę na zimno z mozzarellą, pomidorami i oliwkami. Przy takich upałach to właściwie jedyna rzecz, na którą mam ochotę i którą jestem w stanie zjeść.

Uważaj się za szczęśliwego że od czasu do czasu masz burzę. W Warszawie kania pragnie dżdżu, dosłownie….
Może nawet dziś lub najpóźniej jutro. Czekam chłodząc się nieustannie
Teraz to już coraz więcej będzie właśnie tak gorących lat – i chcąc nie chcąc trzeba będzie się przyzwyczaić – nie tylko do maniakalnego sprawdzania czy kwiaty wciąż żyją ale też do wszystkich tych meczących ‚przyjemności’ gdy pot po dupie cieknie 😉
Ja tam wierzę, że kiedyś przyjdzie epoka lodowcowa. Będzie zimno, śnieg, mrozy, a kry będą płynęły ulicami. Wszystko zamarznie, wyginą bobry, świstaki, jelenie, cietrzewie… a nawet pingwiny. 😄 zanim to faktycznie natanie pozostaje mi sprawdzanie, czy kwiatki jeszcze żyją i pogodzenie się z tym, że lato częściej oznacza nie tylko słońce, ale i mega upaly pot lejący się tylku.
Kiedyś na pewno 😉 nas już wtedy dawno nie będzie 😅
Moje kwiaty prawie wszystkie uschły, ale byl zakaz podlewania, a 40C każdego dnia.
Stres związany z podlewaniem kwiatów opanowałam stawiając na parapecie dużą tacą pod donice . Na balkonie też mamy donice na podstawkach. Sąsiedzi wrażliwi na wodę więc rozumiem. Ale efekt kwietny wart kilku krzywych min. 🥰
Moje donice wiszą na barierce.
Podlewam kwiatki tylko wcześnie rano albo późno w nocy
Tak kapie z doniczek bo zrobiłem w nich dziurki ale trwa to góra minutę więc na jęki sąsiada mam ochotę odpowiedzieć brzydko. Jestem kulturalny jednak więc słucham kiwam głowa jakbym rozumiał i obiecuję poprawę 😂😂😂
Hej! Mam doświadczenie w podlewaniu, od kilka lat zajmuje się kwiatami sąsiadki która kilka razy w każdym roku wyjeżdża. Przy takich upałach niestety musisz częściej jeździć te 11 km 😜
O! To z nieba mi spadłeś . 😂😁
Dojezdzasz?
Nie 🤣
Ale nawet gdyby, to raczej drugi koniec Polski 😜
Hahaha, ale spokojnie, jesteśmy profesjonalni – warunki świadczenia takich “cudów z nieba” mozna ubrać w całkiem formalną umowę.