Najlepszych dni nie zawsze da się zaplanować

Niespodziewanie odezwała się do mnie koleżanka z dawnej pracy, nie widzieliśmy się od ponad pół roku, chociaż mieszkamy na tym samym osiedlu – jakoś tak się złożyło, że zupełnie nie wpadaliśmy na siebie. Ma teraz trudną sytuację rodzinną – jej mama potrzebuje stałej opieki, więc w ciągu tygodnia praktycznie nie ma szans na spotkanie, w weekendy z kolei często gdzieś wyjeżdżają, do tego dochodzą jej własne, codzienne problemy, dlatego po prostu pogodziłem się z myślą, że muszę poczekać, aż nasze drogi znowu się przetną.

I rzeczywiście – odezwała się zupełnie niespodziewanie w czwartek. Zaproponowała, żebym wpadł do niej do domu, więc po pracy z przyjemnością pojechałem ją odwiedzić. Akurat była u niej jeszcze inna nasza wspólna znajoma, więc wieczór minął nam w naprawdę miłej i sympatycznej atmosferze. Wypiliśmy prosecco, coś przekąsiliśmy i przez kilka godzin nadrabialiśmy czas, który minął od naszego ostatniego spotkania. Opowiadaliśmy sobie nawzajem, co wydarzyło się u nas przez te wszystkie miesiące.

Przy okazji dowiedziałem się, że nasza wspólna znajoma, która od lat spotyka się z moim włoskim kolegą, przeżywa teraz spore rozterki. Wszystko wskazuje na to, że po jedenastu latach ich związek może się zakończyć. Zrobiło mi się jej trochę szkoda, bo bardzo ją lubię. Zresztą już wiele razy próbowałem się z nią spotkać – pisałem, proponowałem drinka albo wspólny lunch – ale za każdym razem znajdowała jakiś powód, żeby przełożyć nasze spotkanie.

Tym razem postanowiłem, że nie odpuszczę. Zadzwoniłem do niej w piątek i umówiliśmy się na sobotę. Ku mojemu zaskoczeniu najpierw odwołała nasze spotkanie, tłumacząc się wyjazdem do kuzynów. Nie do końca miało to dla mnie sens, ale chwilę po tym, jak odłożyłem słuchawkę, zadzwoniła ponownie. Powiedziała, że w sumie bardzo chętnie jednak się ze mną spotka, tylko może zamiast tego wyskoczymy na kawę. Kawa? Czemu nie. Było mi zupełnie obojętne, gdzie się spotkamy – najważniejsze było to, żeby w końcu usiąść razem i porozmawiać. Z przyjemnością przyjąłem to zaproszenie.

W sobotę była piękna pogoda. Świeciło słońce, więc pojechałem do Rynku. Usiedliśmy w jednej z ulicznych knajpek i zaczęliśmy rozmawiać. Nie ciągnąłem jej za język, wiedziałem, że jeśli będzie chciała, sama powie mi, co dzieje się w jej życiu i właściwie nie musiałem długo czekać. W pewnym momencie przyznała mi się, że w jej związku nie dzieje się dobrze. Trochę przypomniało mi to sytuację, w której jedna osoba wciąż bardzo mocno wierzy, że relację da się jeszcze uratować, podczas gdy druga być może już dawno podjęła decyzję, żeby odejść. Z tego, co wiem, mój włoski kolega znalazł już sobie nową partnerkę, ale postanowiłem nie dzielić się z nią tą informacją. Nie wiem przecież, co tak naprawdę dzieje się między nimi i nie chciałem dokładać jej kolejnego ciężaru. Nie próbowałem jej na siłę pocieszać ani mówić, że „wszystko będzie dobrze”. Po prostu pozwoliłem jej się wygadać. Nieważne, czy miało to sens, czy uważałem, że dobrze robi, czy może tylko łudzi się, że jeszcze da się coś uratować. Nie chciałem opowiadać jej o swoich dawnych przeżyciach ani porównywać jej sytuacji do własnych doświadczeń. Po prostu byłem obok i słuchałem, bez oceniania, bez zbędnych rad.

Myślę, że czasami właśnie tego najbardziej potrzebujemy – zwykłej obecności drugiego człowieka, odrobiny optymizmu, ale bez filozofowania i bez pustych zapewnień, że wszystko na pewno będzie dobrze.

Wierzę, że z czasem sytuacja sama się wyklaruje i wszystko potoczy się swoim torem. Na razie trzymam za nią kciuki i naprawdę życzę jej wszystkiego dobrego.

Po naszym spotkaniu poszedłem na spacer w kierunku Odry. Przypadkiem trafiłem do Campo i kiedy zobaczyłem to miejsce, pomyślałem, że właściwie mam ochotę zjeść tam lunch. Dawno mnie tam nie było. Nie było żadnej szczególnej okazji, ale uznałem, że czasami warto zrobić sobie małą przyjemność – usiąść w fajnym miejscu, zjeść coś dobrego i po prostu nacieszyć się chwilą.

Nic się tam specjalnie nie zmieniło. Jedzenie nadal jest bardzo dobre, a patrzenie na te wszystkie kolorowe wyrafinowane dania przygotowywane przez kucharzy sprawia naprawdę sporo przyjemności. Nie miałem tego dnia żadnych innych planów ani spotkań, więc uznałem go za wyjątkowo udany.

Za to w piątek obudziłem się wcześnie rano i zacząłem przygotowywać się do pracy, ale robiłem to z duszą na ramieniu. Kompletnie nie miałem ochoty iść tego dnia do biura. Zacząłem szybko kalkulować, że przecież dawno nie byłem chory, a urlopu na żądanie nie brałem chyba od kilku lat. Długo się nie zastanawiając, wysłałem maila do szefowej z informacją, że tego dnia nie pojawię się w pracy. Ledwo wysłałem wiadomość, a od razu poczułem się lepiej. Zrobiłem sobie bardzo dobre śniadanie, moją ulubioną jajecznicę, a potem wsiadłem na rower i pojechałem zrobić rundkę wokół miasta. Po południu spotkałem się z koleżanką na lunch, zrobiłem zakupy w galerii, a wieczorem niespodziewanie zadzwonił do mnie tata. Powiedział, że ma wielką ochotę spotkać się ze mną i z bratem na drinka. Miałem całe mnóstwo wolnego czasu i żadnych planów, więc z radością przyjąłem ten pomysł. I tak spędziliśmy razem wieczór. To był bardzo udany dzień.

Czasami chyba właśnie takie niespodziewane momenty są najlepsze. Spotkania, których się nie planowało. Rozmowa, na którą czekało się pół roku, spacer bez konkretnego celu, lunch zjedzony w ładnym miejscu tylko dlatego, że miało się na niego ochotę. Wolny dzień, którego początkowo wcale nie planowaliśmy i wieczór spędzony z bliskimi.

Niby nic wielkiego, a jednak po takich dniach człowiek wraca do domu z poczuciem, że życie, mimo całego swojego chaosu, potrafi czasem podarować nam piękne chwile.

Nieznane's awatar

About saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Brak kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz