Okazało się że mój weekendowy pobyt był bardzo ciekawy.
Po kilku godzinach coś się we mnie zmieniło.
Samo miasto było raczej szare i smutne, ale pobyt w nim oczyścił mój umysł. Dopiero potem domyśliłam się dlaczego tak się stało.
Przyszło mi tam do głowy że byłem odcięty od wszystkich swoich nałogów.
Telewizja nadawała w niezrozumiałym języku, kupić nic nie można było, reklam ani widu ani słychu, z rozrywek pozostało tylko spacerowanie, myślenie, pisanie i tani sex.
Mój umysł nareszcie mógł odpocząć od szaleństwa konsumpcji. To było prawie jak naturalny haj.
Miałam spokój wewnątrz. Nigdzie nie musiałam pędzić, żadnych zakupów i wcale nie było mi nudno tylko bardzo bardzo błogo. Było to ciekawe, jakby oczyszczająco.
Smutno było tylko patrzeć na ludzi wokół – trzeba niewyobrażalnej siły i wytrzymałości by umieć żyć w takim miejscu.


Całe miasto wydaje się smutne, widać biedę w pstrokatych i dziwnych konstrukcjach architektonicznych, w odrapanych częściowo zdemolowanych budynkach albo na oko zbudowanych balkonach (nie trzeba mieć dyplomu wydziału architektury bo widać że krzywo)
Szare ulice, szare balkony, w centrum mnóstwo starych, brudnych, szarych autobusów i ludzi w szarych ciemnych i jakby znoszonych ubraniach.
Stare komunistyczne zwyczaje dostrzega się w Bułgarii niemal na każdym kroku, starałem się nikogo nie oceniać bo my Polacy też przecież kiedyś tacy byliśmy, latami trwała nasza transformacja i też musieliśmy sobie ze wszystkim poradzić, także z wprowadzeniem tych większych i mniejszych ogólnie przyjętych europejskich standardów.

Dzisiejsza Sofia kojarzy mi się początkiem kapitalizmu, z Warszawą lat 90tych, rodzącą się gospodarką rynkową, klasą średnią i wielkim bogactwem, z aferami, przekrętami, cała rzeczywistość wzięta jakby z filmu ”Czterdziestolatek 20 lat później” śmieszne uczucie jakbym cofnął się 20 lat wstecz.
Darmowy transport do 5gwiazdkowego hotelu z lotniska okazał się problematyczny, taksówkarze najchętniej godzili się na kurs tylko za gotówkę, w dolarach lub euro.
Koniki zaczepiający obcokrajowców na ulicy chętni skupić każdą obcą walutę, pani na informacji na lotnisku wzruszająca tylko obojętnie ramionami, taksówkarze rzucający się na zagranicznego turystę jak hieny.
Nawet auta wyglądały inaczej -choć mało było luksusowych to wszystkie były jednakowe brudne i zabłocone, nie ważne czy był to stary opel czy nowy bmw suv.
I ogrom absurdu, który czasem śmieszył – jedyna ulica prowadząca do hotelu została zamknięta, nie można było podjechać z żadnej strony, milicja poradziła mi drałować pieszo do hotelu…
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.